Julian ścisnął moją dłoń. „To tylko wino, kochanie”, wyszeptał. „Spłucze się. A jeśli nie, kupimy nową sukienkę. Wykupimy cały sklep”.
Zaśmiałam się, biorąc kieliszek. „Za nowe początki?”
„Za przeznaczenie” – poprawił go, stukając szklanką o moją.
Rozejrzeliśmy się. Słyszałam szepty, ale teraz były inne.
„To ona prowadzi fundację”.
„Mówią, że ma na jej punkcie obsesję”.
A potem plotki o pozostałych.
Pani Vance sprzedała dom sześć miesięcy temu. Mieszkała w małym mieszkaniu dwa miasta dalej. Nie była już zapraszana na gale.
A Ryan…
„Słyszałem dziś plotkę” – powiedział Julian, nachylając się do mojego ucha, gdy kołysaliśmy się w rytm muzyki na parkiecie.
„Och?”
„Ryan Vance został zwolniony z pracy w sklepie w centrum handlowym” – powiedział Julian, a w jego oczach błyszczał psotny błysk. „Podobno jego dziewczyna zerwała z nim publicznie w strefie gastronomicznej”.
„Dziewczyna?” – zapytałam.
„Tak. Pamiętasz Isabellę? Tę aktorkę?”
„Nie zrobiłeś tego” – wydyszałam, patrząc na niego.
„Znowu ją zatrudniłem” – przyznał Julian bezwstydnie. „Zaczęła się z nim spotykać trzy miesiące temu. Czekała, aż kupi jej pierścionek obietnicy – na kredyt – a potem go rzuciła. Powiedziała mu, że znalazła kogoś bogatszego”.
Wybuchnęłam śmiechem. To było drobiazgowe. To było mściwe. To było idealne.
„Jesteś okropny” – powiedziałam.
„Jestem opiekuńczy” – odpowiedział.