„Dobrze” – wyszeptałam. – „W takim razie ja też zostaję”.
Rozległo się pukanie do drzwi. Weszła stylistka z pokrowcem na ubrania.
„Panie Thorne” – powiedziała. – „Suknia, którą pan zamówił”.
Julian skinął głową. „Przebierz się” – powiedział. – „Mamy przyjęcie do wzięcia. I wierzę, że potrzebujesz koloru, który się broni”.
Otworzyłam torbę. Nie była biała. To była głęboka, wyzywająca, karmazynowa czerwień. Suknia balowa godna królowej, a nie ofiary.
„Myślę”, powiedział Julian z uśmieszkiem, „że skoro chcą cię splamić czerwienią, to równie dobrze możesz mieć ten kolor przy sobie”.
Część 6: Ostatni śmiech
Rok później.
Błyski fleszy oślepiały.
Wysiadłam z limuzyny, chłodne nocne powietrze musnęło moją skórę. Dziś wieczorem miałam na sobie złoto – lśniące, płynne złoto, które podkreślało każdą krzywiznę.
Julian stanął za mną. Zapiął marynarkę smokingową i natychmiast wziął mnie za rękę. Jego uścisk był tak mocny i opiekuńczy, jak ten na ołtarzu.
Byliśmy na dorocznej gali Titan Corp
To było największe wydarzenie towarzyskie sezonu.
Przeszliśmy po czerwonym dywanie. Reporterzy krzyczeli pytania.
„Pani Thorne! Pani Thorne! Czy to prawda, że kieruje pani nowym Centrum Urazowym w szpitalu?”
„Tak”, uśmiechnęłam się do kamery. „W przyszłym miesiącu rozpoczynamy budowę”.
Weszliśmy do sali balowej. Była pełna tych samych ludzi, którzy byli w kościele rok temu. Ale atmosfera była inna. Już nie patrzyli na mnie z góry. Patrzyli na mnie z szacunkiem – i być może sporą dawką strachu.
Podszedł kelner z tacą czerwonego wina. Wzdrygnęłam się, ledwie o ułamek cala.