CZĘŚĆ 2
Alejandro nie odpowiedział. Spojrzał w ciemne oczy Lucii i po raz pierwszy rozpoznał w nich to samo, co Mariana: twarda na zewnątrz, wrażliwa w środku.
„To niemożliwe” – mruknął. „Mariana powiedziała mi, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci”.
Lucia ścisnęła wspomnienie między palcami. Wyjaśniła, że Mariana urodziła ją, gdy miała 20 lat, na długo przed tym, zanim go poznała. Wychowywała ją przez jakiś czas z pomocą matki, Doñi Teresy, która przedstawiała ją innym jako swoją siostrzenicę.
Kiedy Mariana zaczęła związek z Alejandro, był on już znanym biznesmenem i żył w otoczeniu dziennikarzy, współpracowników i inwestorów. Bała się, że prawda zniszczy ich związek, a przede wszystkim, że ktoś wykorzysta Lucię, by ich skrzywdzić.
Dziewczyna mieszkała z Doñą Teresą w Iztapalapa. Mariana odwiedzała ją potajemnie, opłacała jej edukację i obiecała, że pewnego dnia porozmawia z Alejandrem.
„Moja matka planowała mu powiedzieć” – powiedziała Lucia. „Ale najpierw chciała wyrzucić Roberta z firmy. Odkryła, że wykorzystywał cztery hotele do prania pieniędzy dla grupy przestępczej. Miała przelewy bankowe, fałszywe faktury i nagrania audio”.
Alejandro pamiętał ostatnie tygodnie Mariany: sekretne rozmowy telefoniczne, nieprzespane noce i jedno zdanie, które teraz przebijało go jak szkło.
„Kiedy wrócisz z Monterrey, musimy porozmawiać o naszej rodzinie”.
Nigdy do tego nie doszli.
Lucia powiedziała, że rano w dniu pożaru Mariana dała jej pendrive’a i poprosiła, żeby go zatrzymała. Tej nocy dziewczyna po kłótni z dzieciństwa wyszła z domu babci i schowała się w pobliżu rezydencji. Z parku zobaczyła wchodzącego Roberta.
Po pożarze Dona Teresa zachorowała. Zmarła sześć miesięcy później. Lucia trafiła pod tymczasową opiekę znajomego, który próbował wymazać jej pamięć. Dziewczyna uciekła i zaczęła sypiać na targowiskach, dworcach autobusowych i w parkach, przeprowadzając się co kilka dni, bo obcy ludzie o nią pytali.
Alejandro się wstydził. Podczas gdy on płakał w ogromnym domu, otoczony służbą i prawnikami, córka Mariany przeżyła samotnie, dźwigając ciężar, który mógł ją kosztować życie.
— Dlaczego przyszedłeś teraz?
— Ponieważ Roberto już wie, że znowu wszczęłeś śledztwo. I ponieważ słyszałam, że planujesz go zabić w piątek.
Lucia wyjaśniła, że poszła za jednym z ludzi Roberta na parking. Tam podsłuchała, jak mówili, że podczas spotkania z inwestorami w Santa Fe zamierzają spowodować awarię prywatnej windy Alejandra. Wszystko będzie wyglądało na wypadek.
Alejandro chciał zadzwonić na policję, ale Lucia go powstrzymała.
—Moja mama powiedziała, że Roberto ma ludzi na liście płac. Jeśli damy im pendrive, nie wiedząc, kim jest, dopilnują, żeby dowody zniknęły.
Słowo „nam” coś zmieniło w Alejandro.
Nie zabrał Lucii do swojej rezydencji. Umieścił ją pod innym nazwiskiem w dyskretnym apartamencie w jednym ze swoich hoteli, z lekarzem, czystymi ubraniami i dwoma całkowicie niezawodnymi ochroniarzami.
Kiedy dziewczyna wyszła z łazienki z ułożonymi włosami, Alejandro musiał odwrócić wzrok: to było jak oglądanie zdjęcia Mariany z dzieciństwa.
Płyta USB zawierała więcej, niż sobie wyobrażali. Były tam przelewy do firm-słupów w Cancún, Panamie i Monterrey; nagrania Roberta negocjującego stawki; e-maile, w których nakazał wyłączenie kamer; oraz nagranie audio konfrontacji Mariany z nim trzy dni przed pożarem.
„Jeśli nie powiesz Alejandro, ja to zrobię” – powiedziała.
Roberto odpowiedział z lodowatym spokojem: