„Nie zniszczysz tego, co zbudowaliśmy”.
Alejandro przekazał zaszyfrowane kopie prokuratorowi federalnemu, którego polecił były sędzia, przyjaciel Mariany, a nie jego. Zatrudnił również prywatny zespół, który miał przejrzeć wszystkie akta i przygotować kontrolowaną operację.
Plan wydawał się prosty: udawał, że nic nie wie, uczestniczył w spotkaniu w piątek i pozwolił Roberto poczuć się bezpiecznie. Prokuratura miała mieć agentów w pobliżu. Alejandro miał ukryty mikrofon.
Lucia nalegała na udział.
„Poważnie, nie” – powiedział Alejandro. „On już za dużo narobił”.
„Tylko ja mogę sprawić, że straci nad sobą kontrolę. Jeśli zobaczy mnie żywego, zacznie gadać”.
Alejandro odmawiał przez wiele godzin. Nie miał zamiaru jej ponownie narażać. Prokurator wyjaśnił jednak, że Lucia będzie w zabezpieczonym pomieszczeniu, za szybą, i pojawi się dopiero po rozbrojeniu Roberta.
Spotkanie rozpoczęło się w piątek o godzinie 20:00 na 37. piętrze wieżowca w Santa Fe. Roberto powitał Alejandra uściskiem.
„Bracie, po dzisiejszym dniu przejdziemy na wyższy poziom”.
Alejandro uśmiechnął się szeroko. W głębi duszy słuchał głosu Mariany z nagrania audio.
Przez 90 minut rozmawiali o inwestycjach, nowych nieruchomościach i kurorcie w Los Cabos. Roberto co kilka minut spoglądał na zegarek. O 9:42 poprosił o rozmowę z Alejandrem sam na sam w swoim biurze.
Zamknął drzwi i nalał sobie dwa kieliszki mezcalu.
„Za nas” – powiedział.
Alejandro nie pił.
Roberto przestał się uśmiechać.
—Zawsze byłeś beznadziejny w udawaniu. Co znalazłeś?
—Znalazłem córkę Mariany.
Szklanka wyślizgnęła mu się z ręki.
Po kilku sekundach Roberto zgubił maskę. Potem otworzył szufladę i wyciągnął pistolet.
—Ta dziewczyna powinna była zniknąć dwa lata temu.
Alejandro poczuł, jak nienawiść narasta mu w gardle, ale zachował stanowczość.
—Więc widziałeś ją tamtej nocy.
Roberto zaczął mówić, przekonany, że Alejandro nie wyjdzie z tego żywy. Przyznał, że Mariana odkryła pranie brudnych pieniędzy i zagroziła, że to zgłosi.
Powiedział, że zasłużył na bogactwo, ponieważ zbudował biznes z Alejandro, ale zawsze był „wspólnikiem w tle”.
Przyznał, że wszedł do domu własnym kluczem, wyłączył alarmy i podpalił, żeby symulować awarię. Przyznał również, że szukał Lucii od miesięcy i że zapłacił komuś za monitorowanie ruchów Alejandro.
„Miałeś wszystko” – warknął. „Nazwisko, okładki magazynów, idealną żonę. Ja odwaliłem brudną robotę, a ty dostałeś brawa”.
„Mariana ci uwierzyła”.
„To był jego błąd”.
W tym momencie w biurze rozświetlił się ekran. Lucia wyszła z pokoju ochrony w towarzystwie prokuratora i trzech agentów.
„Nie, Roberto” – powiedziała dziewczyna. „Twoim błędem było myślenie, że wciąż masz serce”.
Roberto wskazał na ekran, jakby mógł go dosięgnąć. Alejandro wykorzystał ten ruch, uderzył go w nadgarstek i pistolet upadł na dywan.
Funkcjonariusze natychmiast weszli do środka i go obezwładnili.
Kiedy go zakładali, Roberto krzyczał, że wszyscy pójdą na dno razem z nim. Miał rację.
Dowody doprowadziły do 11 aresztowań, zajęcia 7 firm-słupów i śledztwa w sprawie pracowników, którzy chronili sieć. Prasa nagłośniła sprawę, ale Alejandro odmówił udzielenia wywiadu.
Zależało mu tylko na tym, żeby Lucia nie brała udziału w tym cyrku.
Podczas procesu obrona próbowała ją zdyskredytować. Twierdzili, że była dzieckiem manipulowanym przez zdesperowanego milionera i że jej zeznania są bezużyteczne.
Lucia słuchała w milczeniu. Kiedy nadeszła jej kolej, opisała noc pożaru, rozpoznała Roberta i wyjaśniła, jak Mariana dała mu pendrive. Nie przesadzała ani nie płakała, żeby kogokolwiek przekonać.
W końcu spojrzał na sędziego i powiedział: