Chloe przerwała przemowę, zauważając moją nagłą zmianę postawy. Stałam nieruchomo, a krew odpływała mi z twarzy, aż skóra zrównała się z białym jedwabiem sukienki. Moje dłonie zamieniły się w lód.
„Elena?” Chloe zapytała drżącym głosem, schodząc z małego podium i podbiegając do mnie. „Co się, u licha, dzieje?”
Nie odezwałam się. Po prostu podałam jej telefon.
Chloe odczytała to, co było na ekranie. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia, kompletnie bez słowa. „To… to nie może być prawda” – wyszeptała.
Ale to było prawdziwe. Tak prawdziwe, jak koronka na mojej sukience i głęboki, palący wstyd, który już zaczynał mnie ogarniać. Stałam w sali pełnej ludzi świętujących ślub, który właśnie został zawarty przez SMS-a.
Wzięłam powolny, głęboki oddech, czując, jak ogarnia mnie niebezpieczny spokój i niemal okrutna jasność umysłu. Nie zamierzałam się załamać przed publicznością. Cicho się przeprosiłam, udając, że muszę skorzystać z toalety. W cichej, marmurowej łazience wpatrywałam się w swoje odbicie.
Potem napisałam jedyne, co przyszło mi do głowy i bez namysłu wysłałam Julianowi: „Moje kondolencje”.
Ale jeszcze nie skończyłem radzić sobie z tą sytuacją.