„Mamo… on był ze mną w brzuszku…” powiedział chłopiec… i na placu pojawił się kolejny chłopiec, taki sam jak on, sprzedający drobiazgi.
„Mamo, tam jest!” wyszeptał Mateo, ściskając kubek z kruszonym lodem jak skarb.
Laura nie zdążyła mu nawet odpowiedzieć.
Mateo drżącym palcem wskazywał już fontannę na placu.
„Chłopak moich marzeń… ten, który był ze mną, zanim się urodziłam.”
„Och, kochanie, to nie to…” Laura przełknęła ślinę, bo jej syn nie grał.
Na skraju fontanny, pośród hałasu sprzedawców i muzyki gitary, stał chłopiec mniej więcej w jego wieku.
Podrapane kolana.
Za duży T-shirt.
Trampki z dziurami w palcach.
I stara szuflada pełna drobiazgów: breloki, piłeczki, plastikowe figurki.
Chłopiec liczył monety z dziwnym skupieniem, przygryzając wargę.
Zupełnie jak Mateo.
Laura poczuła, jak jej ciało osuwa się do tyłu.
Ta sama uniesiona brew.
Ten sam kształt ust.
Ten sam poważny wyraz twarzy, jakby rozumiał już dorosłe sprawy.
„Mamo… jego oczy są jak moje” – powiedział Mateo cicho.
Zanim Laura zdążyła go złapać, chłopiec uciekł.
„Mateo!” – krzyknęła, ale jej głos utonął w tłumie.
Mateo dobiegł do skrzynki i zatrzymując się, przypadkowo na nią wpadł.
Drobiazgi rozsypały się po podłodze.
Chłopcy wpatrywali się w siebie.
Nie jak obcy ludzie.
Jakby się rozpoznawali.
Chłopak z fontanny odezwał się pierwszy.
„Cześć… mam na imię Elias” – powiedział ledwie szeptem. Czy tobie też śni się biały pokój i naprawdę głośne „bip-bip-bip”?
Mateo otworzył oczy.
„Tak!” odpowiedział. „I ze światłami… i biegnącymi ludźmi”.
Elias zrobił krok, jakby bał się podejść za blisko.
„Śnię… śnię, że byliśmy dziećmi. Razem”.
Laura podeszła do nich, trzęsąc się na nogach, próbując oddychać normalnie.
„Eliasie…?” zapytała, nie wiedząc, dlaczego gardło jej się zaciska. „Kto się tobą opiekuje?”
Elias wskazał na pobliską ławkę.
Leżała tam kobieta, śpiąca z wyczerpania.
Zniszczona skóra.
Znoszone ubrania.
Na jej twarzy malował się niepokój.
„Moja ciocia Rosa” powiedział Elias. „Sprzedajemy rzeczy, żeby zdobyć jedzenie. Ona potrzebuje lekarstw”.
Laura spojrzała na Mateo.
Mateo spojrzał na Eliasa.
I po chwili jej syn przytulił go, jakby czekał na ten uścisk całe życie.
„Nie zabieraj mi go!” krzyknęła Mateo, ściskając go mocno. „On jest mój!”
Laura poczuła, jak serce wali jej w piersiach.
Bała się.
Nie dziecka.