Zbiegła po schodach. Poszłam za nią.
Kiedy dotarła do drzwi wejściowych, przycisnęła oko do wizjera.
I krzyknęła tak, że przeszył mnie dreszcz:
„Nie wracaj! Odejdź! Odejdź! On wrócił… wrócił po zemstę!”
Odciągnąłem ją na bok i spojrzałem w jej stronę.
Nikogo tam nie było.
Tylko wilgotny podjazd, zamknięta brama, cienie cyprysów w blasku księżyca.
Nie spałem tej nocy.
Ani następnej.
Trzy dni później telefon znowu zawibrował.
Elias
Odebrałem, już płacząc.
I znów usłyszałem ten głos, ten, który nosiłem w sobie od jego narodzin.
„Mamo, to ja. Żyję. Wyjaśnię ci jutro. O dziewiątej w Café des Ombres. Przyjdź sama. I przede wszystkim… przede wszystkim nie mów Valérie”.
Po tym połączenie się zakończyło.
Stałem nieruchomo, ściskając telefon w dłoni, a serce waliło mi w żebrach, jakby miało zaraz wybuchnąć.
Jak syn, opłakiwany bez ciała, mógł żyć?
I dlaczego jego własna żona tak bardzo bała się jego powrotu?
Prawda nie tylko przywróciłaby życie zmarłemu.
Zdemaskowałaby również mordercę.