Kobieta uśmiechnęła się, choć wcale nie była to radość.
Harold pojawił się znikąd, śmiejąc się, i wziął Mię pod pachy, jakby nic nie ważyła.
„Mam cię, dzikusiu” – powiedział z uśmiechem.
„Harold, przepraszam bardzo. Zabiorę ją” – powiedziałam, podbiegając.
„Alison, uspokój się. Oddychaj. Ma cztery lata. Nikomu to nie przeszkadza”.
„Mam cię, dzikusiu”.
Ułożył Mię na biodrze i odwrócił się, żeby mogła widzieć światła basenu. Patrzyłam, jak całe ciało mojej córki rozluźnia się w jego ramionach, tak jak kiedyś w ramionach Mike’a, i poczułam coś skomplikowanego.
Potem Mia znieruchomiała.
Jej wzrok utkwił w boku głowy Harolda, a jej mała rączka uniosła się, zawisając tuż przy jego uchu, jakby sięgała po coś, co tylko ona mogła zobaczyć.
Poczułam coś skomplikowanego.
„Mamo, tato jest”.
Zamarłam. Kelner przechodzący za nami zwolnił.
Cała krew zniknęła z twarzy Harolda jednym długim pociągnięciem, niczym zasłona.
Za szybko postawił Mię na kafelkach. Potknęła się o pół kroku, odzyskała równowagę i wskazała prosto na niego.
.
„Mamo, ale tata tam jest. Patrz! Musisz go uratować!”
Głowy się odwróciły. Mężczyzna stojący przy barze zatrzymał się w pół zdania.
Zamarłam.
Poczułam, jak moje policzki robią się gorące, i to wcale nie z powodu letniego powietrza.
„Kochanie, kochanie, chodź tutaj”.
Uklękłam i przyciągnęłam Mię do siebie, wygładzając jej włosy i szepcząc jej bzdury do loków.
„Harold, tak mi przykro. Tęskni za tatą. Czasami po prostu… gada różne rzeczy”.
Harold skinął głową, ale tak naprawdę na mnie nie patrzył. Patrzył na ziemię między nami.
Poczułam, jak moje policzki robią się gorące.
„W porządku. W porządku, Alison. Dzieciaki, prawda?”
Potem mój szef się cofnął. Tylko jeden krok, ale zarejestrował to jak zamykanie drzwi.
„Przepraszam na chwilę”.
Harold szedł w stronę drugiego końca basenu, gdzie lampki wisiały niżej. Patrzyłam, jak odchodzi, a palce Mii wciąż tkwiły w kołnierzyku mojej sukienki.
„Przepraszam na chwilę”.
„Chodź, kochanie. Kupimy ci ciasteczko”.
Zaprowadziłam córkę do stołu z deserami, posadziłam ją na leżaku i włożyłam jej do ręki cytrynowy kwadracik. Jadła go powoli, machając nogami, znów spokojna, jakby nic się nie stało.
Ale nie mogłam się otrząsnąć. Ta bladość. To, jak prawie ją upuścił.
„Żal” – mruknęłam do siebie. „Dzieci i żal. Tylko tyle”.
Nie mogłam się otrząsnąć.
Tylko że to nie był szok, jaki powinien wywołać dziwny komentarz dziecka. To był szok, jaki odczuwa się, gdy ktoś, nieumyślnie, powiedział dokładnie to, czego się bała usłyszeć.
Głos Rachel z biurowej kuchni znów przemknął mi przez głowę.
Jak to może wpłynąć na twoją pozycję w firmie?
Wstałam. Powiedziałam Mii, żeby została tam z panią Peterson z księgowości, a sama poszłam w stronę rogu, gdzie zniknął Harold.
Powiedziałam Mii, żeby została tam.
Mój szef stał przy pergoli z Benjaminem, swoim wspólnikiem, obaj trzymali w rękach świeże napoje. Harold stał do mnie tyłem. Zwolniłam, nie chcąc mu przeszkadzać, czekając na naturalną przerwę, żebym mogła jeszcze raz przeprosić.
Głos Benjamina napłynął, ciepły i lekko żartobliwy.
„A remont? Naprawdę robisz całą przebudowę drugiego piętra? Dla rodziny? Harold, daj spokój. W końcu się do nas przyzwyczaiłeś?”
Głos Benjamina napłynął.
Nie słyszałam odpowiedzi Harolda. Była cicha, mamrotana i krótka.
Ale widziałam, jak jego ramiona zaciskają się pod lnianą marynarką. Cisza, jaką człowiek odczuwa, gdy pytanie trafia zbyt mocno w sedno.
Coś mi podeszło do gardła.
Przebudowa drugiego piętra. Dla rodziny. Harold nie miał rodziny. Nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci.
Nie słyszałem odpowiedzi Harolda.
Jego rodzice byli w Arizonie. Jego siostra mieszkała w Bostonie z trójką nastolatków, których nie przyłapano by martwych w jego pokoju gościnnym.
Więc kim była ta rodzina?
Stałem tam, trzymając serwetkę, której nie pamiętałem, żebym brał, i poczułem, jak ziemia pod basenem lekko się przechyla.
Odwróciłem się z powrotem do Harolda, a wspomnienie jego zmęczonej twarzy na słowa Mii wyostrzyło się w coś, czego nie chciałem jeszcze nazwać.
Czułem, jak ziemia pod basenem się przechyla.