Głaskała Polę po grzbiecie, ale patrzyła na mnie. “Czyli on nie uciekł”.
“Nie”.
“Klaudia je oddała?”
Skinąłem głową.
Mama milczała przez kilka sekund. Potem zapytała: “Ty wiedziałeś?”
Chciałem powiedzieć, że nie. Że dopiero dzisiaj zobaczyłem ogłoszenie. Że pojechałem, zabrałem je i teraz wszystko naprawię.
Ale ona nie pytała tylko o schronisko.
“Nie” — powiedziałem. “Nie wiedziałem. Ale kiedy mi mówiłaś, nie uwierzyłem ci”.
Mama spuściła wzrok na niebieską tasiemkę. “Powiedziałeś, że dręczę Klaudię”.
“Byłem idiotą”.
“Nie. Byłeś zajęty. Tak jest wygodniej”.
Pola w końcu wzięła kawałek kurczaka z jej dłoni. Kłaczek nie ruszył jedzenia, dopóki mama nie położyła drugiego kawałka obok niego.
“Dlaczego Klaudia powiedziała, że nie wrócisz do domu?” — zapytałem.
Mama pogłaskała szarego kota za uchem. “Bo sama tak postanowiła. Najpierw powiedziała, że w moim mieszkaniu jest niebezpiecznie. Zgodziłam się. Potem powiedziała, że tymczasowo odda koty znajomym. Poprosiłam, żeby zostały ze mną, kiedy wyjdę. Odpowiedziała: ‘Nie masz dokąd wychodzić. Mikołaj wszystko podpisał’”.
Zrobiło mi się pusto w środku.
“Co ja podpisałem?”
Mama sięgnęła do szafki. Z dolnej szuflady wyjęła przezroczystą teczkę. Kartka w środku była złożona na pół, w rogu widniała pieczątka ośrodka.
“Dostałam kopię, bo odmówiłam podpisania swojego egzemplarza” — powiedziała. “Czekałam, aż sam mi wyjaśnisz”.
Rozłożyłem dokument.
To był plan opieki po zakończeniu rehabilitacji. Nie zaświadczenie medyczne i nie zgoda na opłacenie zajęć, jak powiedziała Klaudia. Na dole, drobnym drukiem, widniało: “Powrót pod dotychczasowy adres nie jest planowany. Lokal jest opróżniany przez rodzinę. Zwierzęta domowe zostają przekazane do adopcji. Rozważane jest stałe umieszczenie pacjentki w domu opieki”.
Pod tekstem były dwa podpisy.
Klaudii.
I mój.
Rozpoznałem go natychmiast. Sam złożyłem ten podpis w szpitalnym bufecie, nie czytając ani jednego zdania, kiedy mama leżała po operacji i jeszcze pytała, kto nakarmił Kłaczka i Polę.
Czy można wybaczyć synowi, który sam nie wyrzucił matki z domu, ale podpisał dokument i kazał jej nie urządzać scen?

Dziękuję, że czytacie tę historię do końca.
Część 2
Podpis był mój.
Siedziałem naprzeciwko matki, trzymałem w rękach tę kartkę i przypominałem sobie szpitalny bufet. Papierowy kubek z zimną kawą. Telefon od kierownika. Klaudię z czerwonymi oczami, która powiedziała: “Podpisz już, nie mam siły jeszcze tobie wszystkiego tłumaczyć”.
Nawet nie odwróciłem strony.
“Mamo, myślałem, że to zgoda na rehabilitację”.
Poprawiła Polę na kolanach. “Myślałeś to, co było ci wygodniej myśleć”.
Nie miałem nic do powiedzenia. Nawet usprawiedliwienie, że siostra mnie okłamała, nie chciało przejść przez gardło. Klaudia skłamała, ale długopis trzymałem ja.
Ktoś zapukał do drzwi. Kobieta z recepcji przypomniała, że zwierzęta trzeba zabrać. Mama natychmiast zacisnęła ręce wokół Poli.
“Dzisiaj ich nie zabieraj” — powiedziała. “Proszę. Chociaż jeszcze godzinę”.
Poszedłem do administratorki. Wyjaśniłem, co się stało, pokazałem kartkę ze schroniska. Długo wzdychała, ale w końcu pozwoliła zostawić koty do kolacji w małej sali spotkań, gdzie podłoga była z płytek i nie stał żaden sprzęt medyczny.
Przewieźliśmy tam mamę na wózku, postawiliśmy wodę w dwóch plastikowych miseczkach. Pola położyła się przy jej nodze. Kłaczek najpierw obszedł cały pokój, a potem wskoczył na wolne krzesło i usiadł tak, jakby sprawdzał, czy ktoś znowu nie zamierza bez pozwolenia rozebrać ich życia na części.
“Pojadę do mieszkania” — powiedziałem.
Mama spojrzała na mnie. “Po co?”
“Porozmawiam z Klaudią. Zobaczę, co zrobiła”.
“Nie jedź się kłócić” — odpowiedziała. “Najpierw sprawdź, co już wyniosła”.
Wyjąłem klucze do mieszkania mamy jeszcze na klatce schodowej. Wisiały na moim breloku od tylu lat, że nigdy nie przyszło mi do głowy sprawdzić, czy nadal pasują. Klucz do drzwi wejściowych zadziałał. Klucz do mieszkania już nie chciał się przekręcić.
Spróbowałem drugi raz.
Za drzwiami usłyszałem kroki. Klaudia otworzyła sama.
Miała na sobie starą koszulkę mamy, tę samą, w której mama zawsze przesadzała pelargonie na balkonie. W przedpokoju stały kartony: “Kuchnia”, “Pościel”, “Sprzedać”, “Oddać”. Na podłodze, obok czarnego worka na śmieci, leżały dwie miski: niebieska i biała.
“Zmieniłaś zamek?” — zapytałem.
Klaudia oparła się o drzwi. “Tak. Mama rozdawała klucze sąsiadkom, pani do sprzątania i Bóg wie komu jeszcze. To dla bezpieczeństwa”.
“Dlaczego nie dałaś klucza mnie?”
“Bo przez dwa miesiące tu nie przyjechałeś”.