Ale nie wyglądał na dumnego z Madison.
Wyglądał na głodnego.
Później tego wieczoru, kiedy wrócili do rezydencji w Lake Forest, Patricia natychmiast oznajmiła, że ona i Ethan przejmą kontrolę nad hotelem.
Madison mocno trzymała teczkę.
„Nie”.
Patricia zamrugała. „Słucham?”
„Powiedziałam, że nie. Moja babcia dała mi ten hotel”.
Twarz Ethana pociemniała.
„Nie umiesz prowadzić biznesu”.
„To się nauczę”.
Patricia zaśmiała się zimno.
„Miałaś zarządzać domem, a nie firmą”.
Strach Madison po raz pierwszy pękł.
„Teraz jestem właścicielką” – powiedziała. „Więc ja podejmuję decyzje”.
Ethan uderzył dłonią w stół.
„W takim razie się rozwodzimy”.
Patricia natychmiast wstała.
„I możesz opuścić ten dom jeszcze dziś wieczorem”.
Zanim Madison zdążyła odpowiedzieć, drzwi wejściowe się otworzyły.
Eleanor weszła z dwoma mężczyznami w czarnych garniturach.
Spojrzała na Patricię, potem na Ethana i cicho się zaśmiała.
„Ale ciekawe” – powiedziała. „Wyrzucasz właścicielkę z jej własnego domu”.
CZĘŚĆ 2: Prawda wychodzi na jaw
Patricii opadła szczęka.
„O czym ty mówisz?” warknęła. „Ten dom należy do mojego syna”.
Eleanor powoli przeszła przez salon, patrząc na drogie meble, żyrandole i dzieła sztuki, którymi Patricia tak chętnie się chwaliła.
„Twój syn?” powtórzyła Eleanor. „Więc Ethan nigdy ci nie powiedział prawdy”.
Madison spojrzała na męża.
Ethan spuścił wzrok.
Jeden z mężczyzn zrobił krok naprzód.
„Jestem Michael Grant, adwokat pani Bennett” – powiedział. „Ta nieruchomość prawnie należy do Madison Bennett. Firma Carter Global Imports również została założona z funduszy inwestycyjnych pani Bennett, które zostały przekazane Madisonowi”.
Patricia zatoczyła się do tyłu.
„Nie. To niemożliwe”.
Wzrok Eleanor stwardniał.
„Latami upokarzałeś moją wnuczkę w domu, który do niej należał”.
Ethan rzucił się w stronę Madison.
„Madison, zaczekaj. Nie miałem tego na myśli”.
Spojrzała na niego spokojnie.
„Prosiłeś o rozwód”.
„To była tylko złość”.
„Mówiłeś też, że nikt nie będzie mnie chciał po tobie”.
Ethan nic nie powiedział.
Jego milczenie mówiło prawdę.