Loki, które zapuszczała latami.
To, co zostało, opadało poszarpanymi pasmami wokół jej uszu.
W małej piąstce trzymała swój kucyk.
„Nicole” – jęknęłam. „Co zrobiłaś?”
Nie drgnęła.
Nawet nie wyglądała na winną.
Po prostu wyciągnęła kucyk w moją stronę, jakby wręczała prezent.
„To dla taty”.
Odstawiłam kubek z kawą tak mocno, że rozprysnął się na blacie.
M
Jej dłonie się trzęsły.
Uklęknęłam przed nią.
„Dla taty?”
Skinęła głową.
„Kochanie, czy tatuś cię o to prosił?”
„Nie.”
„Więc dlaczego?”
Przechyliła głowę.
„To jak Dzień Fioletu”.
Na początku nie do mnie dotarły te słowa.
A potem tak.
Trzy tygodnie wcześniej w jej szkole odbył się dzień świadomości raka.
Dzieci nosiły fioletowe koszulki.
Nauczyciele wyjaśnili, że niektórzy ludzie tracą włosy, gdy chorują, a inni oddają je na peruki.
Nicole wróciła do domu promienna.
Oznajmiła, że jej włosy są prawdopodobnie wystarczająco długie, żeby zrobić z nich dwie całe peruki.
Zaśmiałam się.
Teraz już się nie śmiałam.
„Och, kochanie.”
Wzięłam kucyk z jej ręki.
„Tata nie ma raka”.
Jej twarz się zmieniła.
Tylko nieznacznie.
„Ale…”
„Ale co, kochanie?”
Spojrzała na swoje stopy.
„Słyszałam babcię”.
Kuchnia zdawała się przechylać.
Zachowałam spokój.
„Co słyszałaś od babci?”
„Przez telefon”.
„Kiedy?”
„Wiele razy”.
Przełknęłam ślinę.
„Co powiedziała babcia?”
Warga Nicole zadrżała.
„Czy mam kłopoty?”
„Nie, kochanie. Nie masz kłopotów. Obiecuję”.
Wzięła głęboki oddech.
„Babcia powiedziała, że tata jest chory. Naprawdę chory. Powiedziała, że lekarze znaleźli coś złego i że nie mówią ci o tym, bo nie mogłeś sobie z tym poradzić”.
Zimno przeniknęło mnie do piersi.
„Tak powiedziała?”
Nicole skinęła głową.
„Powiedziała, że tata może stracić włosy. Jak ludzie na Dniu Fioletu. Powiedziała to w zeszłym tygodniu, a potem znowu w niedzielę, kiedy byłaś pod prysznicem. Siedziałam na schodach”.
Każdy oddech uleciał mi z piersi naraz.
„Och, Nicole”.
Łzy napłynęły jej do oczu.
„Więc chciałam mu oddać swoje”.
Głos jej się załamał.
„Zanim straci swoje. Żeby nie był smutny”.
Przyciągnęłam ją do siebie.
Zanurzyłam twarz w nierównych resztkach jej włosów.
„Jesteś najmilszą dziewczyną na świecie”.
„Czy tata umrze?”
Zamknęłam oczy.
Nie wiedziałam.
To było najgorsze.
Nie wiedziałam, bo nikt mi nic nie powiedział.
Mój mąż był cichszy.
Odbierał telefony.
Znikał w garażu.
Ale nie powiedział mi ani słowa o lekarzach.
Ani o badaniach.
Ani o niczym innym.
A jego matka jakimś cudem szeptała te obawy do ucha mojego dziecka.
„Tata nigdzie się nie wybiera” – powiedziałam stanowczo.
„Mama się z tym upora. Dobrze?”
Skinęła głową.
Pocałowałam ją w czoło.
Potem wstałam, sięgnęłam po telefon i poszukałam numeru babci.
W chwili, gdy drzwi Nicole zamknęły się z trzaskiem, wybrałam numer babci.
Odebrała po trzecim dzwonku.
„Cześć, kochanie. Wszystko w porządku?”
„Nicole obcięła włosy dziś rano” – powiedziałam.
Cisza.
Potem: „Och, kochanie”.
„Obcięła włosy, bo słyszała, jak komuś opowiadasz, że jej ojciec umiera”.
Kolejna pauza.
Tym razem dłuższa.
„Musiała źle zrozumieć” – powiedziała delikatnie babcia. „Wiesz, jakie są dzieci”.
„Nie. Powtórzyła to prawie słowo w słowo”.
„Cóż, nie pamiętam, żebym to mówiła. Może podsłuchała, jak rozmawiałam o Marlene. Wiesz, że chorowała”.
„Nie”.
„Mówię tylko, że dzieci się gubią”.
Zamknęłam oczy.
„Nie jestem zdezorientowana. Nicole nie jest zdezorientowana. Wierzyła, że jej ojciec umiera”.
Babcia westchnęła dramatycznie.
„Myślę, że jesteś zdenerwowana i szukasz winnego”.