Rozdział 1: Pasożyt w kuchni
W chwili, gdy uświadomiłam sobie, że mój dom już nie należy do mnie, moja matka stała w kuchni z założonymi rękami, niczym kobieta, która ćwiczyła swoje okrucieństwo, aż wypolerowała je na śmiercionośny połysk. Nie wtrącała się do rozmowy. Nie zaoferowała mi ulgi w ciosie. Po prostu spojrzała na mnie ponad granitową wyspą – tą samą, za której ponowne zamknięcie zapłaciłam zaledwie sześć miesięcy wcześniej – i powiedziała, że mój brat przyjeżdża do trójki dzieci.
„A Naomi” – dodała głosem płaskim jak sygnał z centrali telefonicznej – „musisz się wynieść do weekendu”.
Przez chwilę naprawdę wierzyłam, że padłam ofiarą niefortunnego żartu. Parsknęłam nawet krótkim, zdyszanym śmiechem. „Żartujesz, prawda?”
Ona też się zaśmiała, ale jej śmiech był przerażający, krystaliczny i nie dotarł do jej oczu. „Nie” – powiedziała. „Mówię zupełnie poważnie. Derek potrzebuje stabilizacji. Ma dzieci, o których musi myśleć. Ty po prostu… jesteś tutaj”.