Obiecałem.
Nie miałem pojęcia, jak bardzo się pomylę.
Kilka dni później wysłano mnie do pracy za miasto. Nie chciałem wyjeżdżać. Valeria była słaba, cierpiała, a dziecko wymagało stałej opieki. Ale mama i siostra nalegały, że pomogą.
„Idź bez obaw” – powiedziała mama. „Zajmiemy się wszystkim”.
Więc odeszłam – ufając im.
Przez cztery dni dzwoniłam bez przerwy. Mama zawsze odbierała. Valeria pojawiała się tylko na krótko na wideorozmowach, za każdym razem wyglądając na słabszą.
„Właśnie urodziła” – powiedziała mama. „Przestań się martwić”.
Chciałam jej wierzyć.
Ale coś było nie tak.
Czwartego dnia wróciłam wcześniej, nikomu nie mówiąc.