Część 2
Przez kilka sekund Mariana nie mogła złapać tchu. Jej umysł próbował się oszukać: Lucía będzie w ciężarówce, na podjeździe, wiążąc but, rozproszona przez jakiegoś motyla pod lampką na ganku. Ale Renata nie ruszyła się w stronę drzwi ani nie okazała strachu. Spokojnie zdjęła kolczyki, jakby zostawiła parasol. „Co powiedziałaś?” zapytała Mariana łamiącym się głosem. „Że zostawiłam ją w supermarkecie” – odparła Renata. „W obsłudze klienta. Nic jej się nie stanie”. Óscar wstał. „Renato, co zrobiłaś?” Doña Estela spiorunowała go wzrokiem. „Trzymaj się z daleka”. Mariana poczuła, jak grunt pod nogami zapada się jej pod nogami. „Moja córka ma pięć lat”. „I najwyższy czas, żeby zrozumiała, że nie wszystko kręci się wokół niej” – warknęła Renata. „W każdą niedzielę jest tak samo: Lucía śpiewa, Lucía rysuje, Lucía będzie żółtym kwiatkiem. A Camila? Kiedy przyjdzie kolej na moją córkę?” Mariana spojrzała na matkę, spodziewając się przerażenia, ale Doña Estela tylko skrzyżowała ramiona. „Twoja siostra ma rację. Ta dziewczyna potrzebuje granic”. „Granic?” Mariana omal nie krzyknęła. „Porzucili ją w sklepie!” Renata parsknęła suchym śmiechem. „Nie przesadzaj. Jest z pracownikami. Poza tym zostawiłem jej numer”. „Mój numer?” Renata nie odpowiedziała. Ta cisza była gorsza niż przyznanie się do winy. Mariana drżącymi rękami chwyciła torebkę i klucze. „Który supermarket?” „Ten na Avenida Patria. I nie waż się robić awantury policji”. Ale słowo „policja” utkwiło jej w pamięci.
Marianie kręciło się w głowie. Najpierw musiała znaleźć córkę. Wybiegła. Jechała tak, jakby każda sygnalizacja świetlna chciała ją ukarać. Kiedy dotarła do supermarketu, zostawiła źle zaparkowany samochód i weszła do środka, prawie się zataczając. W białym świetle recepcji Lucía siedziała na krześle, tuląc pluszowego dinozaura, z twarzą spuchniętą od płaczu. Pracownica w czerwonej kamizelce, Patricia, obserwowała ją z boku. „Lucía!” Dziewczynka zerwała się z krzesła. „Mamo!” Mariana upadła na kolana i przytuliła ją tak mocno, że aż bolały ją ręce. „Czekałam, mamusiu” – szlochała Lucía. „Ciocia powiedziała, że idzie po samochód. Zostałam. Byłam grzeczna. Byłam grzeczna, prawda?” Mariana poczuła, jak coś w niej pęka. „Nic nie zrobiłaś, kochanie. Nic”. Patricia podeszła, ledwo powstrzymując gniew. „Zadzwoniłam na policję. Kobieta zostawiła fałszywy numer. Dziewczynka znała tylko twoje imię i to, że masz niebieski samochód”. Mariana zamknęła oczy. Renata o niej nie zapomniała. Renata zaplanowała, że nikt jej szybko nie znajdzie. W tym momencie weszło dwóch policjantów. Jeden z nich, oficer Ramírez, słuchał wszystkiego z surową miną. Kiedy Mariana skończyła opowiadać, co wydarzyło się w domu jej matki, spojrzał na Lucíę, potem na nią i powiedział cicho: „Proszę pani, to nie był wypadek. To było porzucenie dziecka”. Mariana przytuliła córkę. Następnie policjant dodał zdanie, które miało zamienić rodzinny posiłek w miejsce zbrodni: „Wracamy natychmiast do tego domu”.