„Odmowa” – powiedział kierownik uprzejmie, na tyle głośno, by usłyszała go cała sala.
Twarz Howarda pokryła się głębokim, upokarzającym purpurowym rumieńcem. Gorączkowo sięgnął ponownie do portfela, wyciągając niebieską kartę. Wcisnął ją kierownikowi.
Kierownik ją przesunął.
Pip.
„Odmówiono” – powtórzył kierownik, tonem profesjonalnym, ale absolutnie nieugiętym.
„Spróbuj jeszcze raz!” – krzyknął Howard, a desperacja odzierała go z resztek godności. „Spróbuj jeszcze raz, do cholery!”
„Karta zwraca twardą odmowę z powodu braku środków, proszę pana” – oznajmił spokojnie kierownik.
Greg zaczął się obficie pocić przez cienką marynarkę. Sarah oddychała ciężko, ściskając rozbity kieliszek do wina. Uświadomienie sobie, że właśnie skonsumowali luksusowe jedzenie za sześć tysięcy dolarów, na które dosłownie nie mogli sobie pozwolić, siedząc w budynku należącym do córki, którą znęcali się nad nią, było nieuniknionym, duszącym koszmarem.
Spojrzałem na Grega. Spojrzałem konkretnie na za duży, tani zegarek na jego nadgarstku, a potem na designerską torebkę, którą moja matka ściskała jak koło ratunkowe.
„Jeśli nie możecie zapłacić rachunku, który celowo naliczyliście” – powiedziałem, a mój głos przeciął ich panikę – „moja ekipa ochrony będzie zmuszona skonfiskować wasze kosztowności jako zabezpieczenie i będziemy was trzymać w biurze na zapleczu do czasu przybycia policji w Chicago, żeby was aresztować za kradzież usług”.
Zamilkłem, pozwalając, by groźba natychmiastowego, upokarzającego aresztowania głęboko wbiła się w ich kości.
„Wybór należy do was” – wyszeptałem. „Zapłaćcie rachunek albo idźcie do więzienia”.
Howard, płacząc teraz otwarcie, z unoszącą się piersią, wyciągnął z portfela trzecią kartę. Była to zwykła karta debetowa z wysokim oprocentowaniem. Podał ją drżącą ręką.
Kierownik włożył ją. Maszyna przetwarzała dane przez trzy bolesne chwile.
Sekund.
Ding.