Obserwowałem ich. Widziałem, jak pot perli się na czole Grega pomimo chłodnej klimatyzacji. Obserwowałem, jak desperacko i szybko Howard wypija wino za 4000 dolarów.
Ich arogancja nadmuchiwała się jak ogromny, kruchy balon, rozszerzając się do granic wytrzymałości.
Kiedy talerze z deserem zostały sprzątnięte, Howard głośno beknął z zadowoleniem. Sięgnął po grubą teczkę z manili leżącą obok pustego kieliszka do wina. Przesunął ją po dębowym stole w moją stronę. Sięgnął do marynarki i wyciągnął ciężki, pozłacany długopis.
„Dobrze, Claire. Kolacja była wystarczająca” – powiedział Howard, a jego głos zrzucił z siebie maskę rodzinnej troski, ujawniając ukryty pod nią czysty, socjopatyczny jad. Czas na grzeczne zachowanie dobiegł końca. Był gotowy odebrać okup. „Koniec zabawy. Podpisz dokumenty przelewu”.
3. Telefon
Nie sięgnąłem po teczkę. Nie wziąłem długopisu do ręki.
Stałem nieruchomo u szczytu stołu, z białym lnianym ręcznikiem przewieszonym przez ramię. Spojrzałem na dokumenty, po czym powoli uniosłem wzrok, by spojrzeć ojcu w oczy.
Cisza w dźwiękoszczelnym pokoju stała się niewiarygodnie ciężka, gęsta od nagłego, niewypowiedzianego napięcia, wywołanego moją niechęcią do ruszenia się. Brzęk sztućców ucichł całkowicie.
Oczy Howarda zwęziły się w paskudne szparki. Żyły na jego szyi zaczęły nabrzmiewać pod wystrzępionym kołnierzykiem. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął smartfon. Rzucił go na biały obrus z głośnym, agresywnym plaśnięciem.
„Ostatnia szansa, Claire” – ostrzegł Howard, a jego głos zniżył się do niskiego, groźnego dudnienia. Stuknął w ekran telefonu, rozświetlając klawiaturę. „Nie bawię się z tobą w żadne gierki. Podpisz teczkę natychmiast, albo zadzwonię do Arthura Sterlinga. Powiem mu, że prowadzisz nielegalny hazard w piwnicy. Powiem mu, co będzie trzeba. Twoja umowa najmu zostanie rozwiązana do jutra rano. Stracisz wszystko, co zbudowałeś. Wrócisz na ulicę z dwoma torbami w śniegu”.
Sarah prychnęła, przewracając oczami na to, co uznała za moją żałosną, upartą brawurę. „Po prostu podpisz, Claire. Nie bądź idiotką. Jesteś winna ojcu to, że cię wychował”.
Greg wyprostował się, poprawiając swój tani zegarek, z chciwym, wyczekującym błyskiem w oczach. Był gotowy patrzeć na całkowite zniszczenie życia swojej szwagierki, żeby móc przeszukać dochodowe resztki jej imperium.
Denise nerwowo pociągnęła szybki łyk wina, ręce jej lekko drżały. Wiedziała, że Howard nie blefuje. Widziała, jak mnie niszczy.
Spojrzałem na telefon leżący na stole.
Przez krótką, ulotną mikrosekundę w mojej głowie błysnęło wspomnienie. Trzy miesiące temu. Siedziałem w ogromnej, rozświetlonej słońcem sali konferencyjnej z widokiem na rzekę Chicago. Wyczerpujący, bolesny, cichy proces wykorzystywania każdego posiadanego majątku, zabezpieczania milionów w funduszach private equity i ciche, triumfalne skrzeczenie długopisem przy podpisywaniu aktu własności całej dzielnicy.
Podniosłem wzrok znad telefonu i spojrzałem prosto w oczy mężczyzny, który miał takie samo DNA jak ja, ale który nie miał absolutnie żadnej duszy.
„Zadzwoń, Howardzie” – powiedziałem spokojnie, w moim głosie nie było śladu strachu, gniewu ani wahania.
Howard zamrugał, chwilowo wytrącony z równowagi przez całkowity brak paniki w moim głosie.
„Co powiedziałeś?” – warknął.