Proces odbył się 14 miesięcy później. Sala sądowa była pełna. Geneviève weszła w granatowym garniturze, z perłami na szyi, wyprostowana. Przywitała swojego prawnika, jakby przybył na galę charytatywną. Kiedy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Inès, nie było w niej ani skruchy, ani wstydu. Tylko ta zimna irytacja ludzi, którzy nie mogą znieść myśli, że ich ofiara wciąż stoi.
Najpierw zeznawał szef kuchni. Wyjaśnił prośbę, swoją odmowę, presję finansową, talerz wyniesiony z bezpiecznej strefy.
„Dlaczego nie przerwał pan obsługi?” – zapytał sędzia.
Spuścił wzrok.
„Bo bałem się pani de Varenne”.
Następnie zeznawała Amalia. Płakała, przepraszała, opowiadała o groźbie, o małym garnuszku, łyżeczce pod sosem. Obrona próbowała przedstawić ją jako urażonego pracownika. Ale nagranie mówiło samo za siebie.
Wszystkie te łzy.
„Wyrzuć słoik. Wyczyść go wybielaczem. Julien ją uciszy”.
Na sali sądowej Julien zakrył twarz.
Potem nadeszła jego kolej.
Wszedł na mównicę jak człowiek, którego duma została ograbiona. Potwierdził, że jego matka wiedziała o alergii Inès. Potwierdził poprzednie posiłki, podczas których Geneviève „zapomniała” owoców morza na przystawkę, żarty o „alergiach na księżniczki”, uwagi o kobietach w ciąży manipulujących swoimi mężami.
„Czy potraktował pan ostrzeżenia żony poważnie?” – zapytał prokurator.
Julien spojrzał na Inès.
„Nie”.
„Dlaczego?”
Głos mu się załamał.
„Bo łatwiej było uwierzyć mojej matce niż jej zaprzeczyć”.
Geneviève powoli odwróciła głowę w jego stronę. Po raz pierwszy jej twarz się skrzywiła. Nie z żalu. Zdrada. Jej syn właśnie publicznie jej nie posłuchał. Dla niej to było prawie gorsze niż śmierć.
Kiedy Inès zeznawała, jej nogi były silne, ale ręce drżały. Mówiła o alergii. O wiadomościach wysłanych Geneviève przed kolacją. O pierwszym kęsie. Słodkim, maślanym, niemal niewinnym smaku. Gulu w gardle. Supełku w żołądku. Spojrzeniu Juliena. Uśmiechu Geneviève.
„Co powiedziała na korytarzu?” zapytał prokurator.
Inès wzięła oddech.
„Powiedziała: »Zawsze wszystko psuje«”.
Sala sądowa zapadła w ciszę.
„A co straciłaś tamtej nocy?”
Inès położyła dłoń na brzuchu, który dawno już stał się płaski, ale wciąż wypełniony był tęsknotą.
„Moja córka. Miała na imię Clémence”.
Geneviève odwróciła wzrok.
Ten drobny gest rozwścieczył Inès bardziej niż cokolwiek innego. Nawet tam, nawet na sali sądowej, ta kobieta nie chciała postrzegać zabitego przez siebie dziecka jako niczego więcej niż kompromitującego powodu.
Obrońca wstał, elegancki i zimny.
„Pani Morel, jest pani byłą prawniczką, prawda?”
„Teraz nazywam się Inès Delmas”.
W sali rozległ się szmer.