Prokuratura przyjęła skargę.
I stopniowo prawda zaczęła wychodzić na jaw.
W międzyczasie Arturo udawał, że jego życie jest idealne.
Publikował w internecie romantyczne kolacje z Marielą. Udostępniał fałszywe wiadomości pełne współczucia. Dwa miesiące później ogłosił ich ślub w eleganckiej hacjendzie w Choluli.
„Po każdej burzy Bóg daje nam kolejną szansę” – napisał w internecie.
Lucia w milczeniu wpatrywała się w post.
Potem podeszła do drewnianej szafki, wzięła fioletowy notes swojej mamy i powiedziała:
„Pokażmy więc Bogu prawdziwą historię”.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że ślub Artura nigdy nie odbędzie się w spokoju.
Bo nikt z nas nie wyobrażał sobie, co moja wnuczka ujawni przed ołtarzem.
CZĘŚĆ 3
Hacjenda wyglądała jak z bajki.
Wszędzie białe róże.
Cicha muzyka skrzypiec rozbrzmiewała w ogrodzie.
Goście uśmiechali się pod złotymi światłami, jakby cierpienie mogło po prostu zniknąć dzięki pieniądzom i kwiatom.
Arturo stał dumnie przy ołtarzu w granatowym garniturze.
Mariela szła do ołtarza w długim białym welonie z triumfalnym uśmiechem.
Wyglądało to jak idealny ślub w mediach społecznościowych.
A potem dotarliśmy.
Mocno trzymałam Abril za rękę.