„Dokładnie. To oni pierwsi powinni cię tak nie traktować”.
Julien nigdy nie zmuszał jej do zerwania kontaktów. Wiedział, że Camille musi osiągnąć granicę, której wciąż nie chciała ujrzeć.
Potem urodziła się Zoé.
Na oddziale położniczym, patrząc na maleńką buzię córki, Camille złożyła sobie obietnicę: nigdy nie pozwoli, by ktokolwiek nauczył ją, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. Mimo to nadal widywała swoich rodziców. Chciała wierzyć, że będą lepszymi dziadkami niż byli rodzicami.
Mimo to dziewczynka pozostała łagodna. Zbierała ślimaki.
Po deszczu, spacerując po chodnikach, odkładała pieniądze na karmę dla psów ze schroniska i zatrzymywała się przed każdą witryną sklepową, gdzie pies czekał na swojego właściciela.
Kiedy Théo ogłosił swoje zaręczyny z Constance de Villiers, rzeczniczką prasową z bogatej lokalnej rodziny, Monique mówiła o ślubie, jakby to było wydarzenie o randze krajowej.
Budżet przekroczył 80 000 euro.