Dwadzieścia trzy minuty później mój telefon zaczął dzwonić tak głośno, że przesunął się po uchwycie na kubek.
To była Carol…
Część 2
Pozwoliłam mu dzwonić. Potem pozwoliłam mu dzwonić ponownie. Zanim wjechaliśmy na podjazd, było siedemnaście nieodebranych połączeń, dwanaście SMS-ów i jedna notatka głosowa od mamy, która zaczynała się od: „Graham, co zrobiłeś?”.
Rachel siedziała cicho na miejscu pasażera, wpatrując się w okno. Noah nie odezwał się, odkąd wyjechaliśmy. Sophie ściskała pluszowego królika i zapytała raz, bardzo cicho: „Czy mama nie jest rodziną?”.
To pytanie bolało bardziej niż cokolwiek, co powiedziała Carol.
Rachel odwróciła się, zanim zdążyłem odpowiedzieć.
„Kochanie” – powiedziała spokojnym głosem, tak jak matki uspokajają go, gdy się wewnętrznie rozdzierają. „Jestem twoją rodziną. Tata jest twoją rodziną. Noah jest twoją rodziną. Babcia też jest twoją rodziną. Czasami dorośli mówią bolesne rzeczy, bo coś jest nie tak w ich własnych sercach, a nie dlatego, że coś jest nie tak z tobą”.
Sophie skinęła głową, ale nie wyglądała na przekonaną.
W domu zrobiłam dzieciom gorącą czekoladę, mimo że na zewnątrz było ciepło. Rachel zabrała je na górę, żeby się przebrały z wielkanocnych ubrań. Zostałam w kuchni z telefonem na blacie, obserwując, jak piętrzą się wiadomości.
Mama: Proszę, zadzwoń do mnie.
Brenda: To było okrutne. Carol płacze.