Tym razem odpowiedzi były inne.
Moja kuzynka Brenda przeprosiła pierwsza. Przyznała, że słyszała komentarz Carol i milczała, bo „nie chciała dramatu”. Później zadzwonił mój wujek Pete i powiedział, że nadal uważa wiadomość o samochodzie za ostrą, ale Carol była okrutna. Tego wieczoru mama przyszła z wielkanocnymi koszykami dla Noaha i Sophie, nie po to, żeby zastąpić pieniądze Carol, jak powiedziała, ale żeby przypomnieć im, że są kochani.
Rachel przyjęła koszyki. Nie przyjęła wymówki mamy.
„Następnym razem” – powiedziała delikatnie Rachel – „proszę, broń nas w pokoju, a nie później w cztery oczy”.
Mama znowu się rozpłakała, ale tym razem skinęła głową.
Carol nie przeprosiła.
Przez dwa tygodnie wysyłała mi wiadomości oskarżające mnie o zdradę. Mówiła, że niszczę jej niezależność. Mówiła, że Rachel nastawiła mnie przeciwko mojej krwi. Mówiła, że dzieci muszą nauczyć się rozczarowania.
Nie odpowiedziałam na żadną z tych wiadomości. Przesłałam tylko termin refinansowania.
Dwudziestego szóstego dnia zadzwoniła Carol. Jej głos brzmiał ciszej niż kiedykolwiek wcześniej.
„Żaden bank nie zatwierdzi mnie samej” – powiedziała.
„Przepraszam” – odpowiedziałem.
„Więc co mam zrobić?”
„Sprzedać samochód, zanim stanie się większym problemem”.
Zaklęła pod nosem. Potem, niespodziewanie, zaczęła płakać. Nie tym dramatycznym płaczem, którego używała na spotkaniach rodzinnych. To było zmęczenie i przerażenie.
„Nie mogę ciągle gubić rzeczy” – powiedziała.