“Naszego, jeśli mamy być uczciwi. Chociaż w papierach mojego.”
Wtedy zrobiło mi się zimno. Nie nawet od słów. Od tego, jak je powiedział. Spokojnie. Jakby sprawa była już zamknięta.
“W papierach mojego” — powtórzyłam.
“Tak. I nie rozumiem, czemu robisz teraz minę, jakbym ukradł dziecko.”
“Okłamałeś mnie.”
“Pozbyłem się problemu.”
Zawsze tak patrzył, kiedy coś nie pasowało do jego planu. Kurier się spóźnił. Zapomniałam kupić chleba. Archi nie położył się na swoim miejscu. Teraz w jego planie nie pasowałam ja.
“Zaczynamy normalne życie, Jagoda. Nowe mieszkanie, nowe meble, ślub. A ty dalej żyjesz wokół starego psa. To już nie jest opieka. To jest uzależnienie.”
Patrzyłam na niego i czekałam, że zaraz powie: “Przesadziłem, jedziemy go zabrać”. Nie powiedział.
“Pani Aldona wiedziała?” — zapytałam.
Odwrócił wzrok do okna.
“Mama pomogła znaleźć miejsce.”
“Była z tobą?”
“Nie zaczynaj o mojej matce.”
“Była?”
“Tak. I co? Ona przynajmniej rozumie, że przy starych zwierzętach czasem trzeba podejmować decyzje.”
Pani Aldona mówiła podłości elegancko. Dlatego Seweryn zawsze udawał, że to nie są podłości.
Siadała u nas w kuchni, zdejmowała sierść z rękawa dwoma palcami i mówiła:
“Jagoda, nie obraź się, ale przed ślubem kobieta powinna pachnieć perfumami, nie psem.”
Seweryn wtedy uśmiechał się do filiżanki.
Wzięłam kartki, które wypadły z książeczki. Był tam formularz przekazania zwierzęcia. Podpis Seweryna. Pieczątka schroniska. I rubryka, od której zrobiło mi się niedobrze.
Powód przekazania: zachowanie agresywne. Ugryzienie dziecka.
“Ugryzienie dziecka?” — zapytałam.
Seweryn sięgnął po kartkę.
“Daj to.”
Schowałam rękę za plecy.
“Jakie dziecko on ugryzł?”
“Żadnego. To formułka.”
“Napisałeś, że Archi ugryzł dziecko?”
“Inaczej nie przyjęliby go szybko.”
Archi bał się odkurzacza. Odsuwał się od miski, kiedy podchodziło dziecko. Córeczka sąsiadki kiedyś założyła mu gumkę na ucho, a on stał z miną męczennika, dopóki jej nie zdjęłam. Mógł szczeknąć na kuriera. Mógł warczeć przez sen. Mógł ukraść ser ze stołu. Ale dziecka nie ugryzł. Nigdy.
“Zrobiłeś z niego groźnego psa na papierze.”