“To tylko papier, Jagoda.”
“To jego życie.”
Czy człowiek, który potrafi po cichu oddać starego psa i dopisać mu fałszywe ugryzienie, naprawdę zatrzymałby się na psie?

Dziękuję, że czytacie.
Część 2
“On jest starym psem” — powiedział Seweryn. “Tam się nim zajmą.”
“Jesteś pewien?”
Nie odpowiedział.
Wzięłam książeczkę zdrowia, obrożę, telefon i klucze. Kurtki nie mogłam założyć, rękaw wywinął się na lewą stronę, szarpałam go i przeklinałam pod nosem. Seweryn stanął przy drzwiach.
“Nigdzie nie pojedziesz w takim stanie.”
“Odsuń się.”
Podniósł rękę, jakby zatrzymywał dziecko przed witryną.
“W papierach on jest mój.”
“Odsuń się.”
“Jutro mamy obiad. Moi rodzice, twoja ciotka, znajomi. Nie rób mi wstydu przed ludźmi.”
Spojrzałam na niego i bardzo wyraźnie usłyszałam: przed ludźmi. Nie “przepraszam”. Nie “porozmawiajmy”. Bał się nie tego, co zrobił. Bał się, że ktoś się dowie.
“Jadę po Archiego.”
“Pożałujesz.”
“Już żałuję.”
Na klatce pachniało wilgocią i smażoną cebulą. Ktoś uchylił drzwi na piętrze. Słyszałam, jak Seweryn za mną powiedział:
“Nie rób cyrku.”
Nie odwróciłam się.
W samochodzie przez minutę nie mogłam trafić kluczykiem. Telefon od razu zaczął wibrować. Seweryn. Potem pani Aldona. Potem znowu Seweryn. Wybrałam numer z formularza.
“Schronisko Pod Lipami, Halina” — powiedziała kobieta. W tle szczekały psy.
“Macie mojego psa. Archiego. Dzisiaj przywiózł go Seweryn K. Jest stary, kuleje na tylną łapę. Oddano go bez mojej zgody.”
Nie zaczęła wzdychać ani współczuć.
“Nazwisko?”
Podałam.
Słyszałam, jak przerzuca kartki.