Uniosła twarz do jego twarzy z tym spokojnym blaskiem, który emanuje z ludzi, którzy w końcu znaleźli swoje miejsce na świecie.
„Tak, Julien. Teraz… tak”.
A gdy wiatr łagodnie muskał jodły, a zapach świeżego chleba wypełniał popołudnie, Madeleine zrozumiała, że życie nie zawsze oferuje miłość otuloną pięknem, słodkimi obietnicami czy łatwymi ścieżkami.
Czasami przychodzi pokryte bliznami.
Czasami czeka na ciebie w górach.
Czasami przychodzi późno.
Ale kiedy naprawdę przychodzi…
nie prosi cię już, żebyś stawał się mniejszy, żeby na to zasłużyć.
Przyjmuje cię w całości.
Silnego.
Upartego.
Niedoskonałego.
I mówi ci bez wstydu i strachu:
„Zostań”. Jest tu miejsce dla was wszystkich.
KONIEC