Podeszła do szuflady, wyjęła kuchenny nóż, który przyniosła z wioski, i stanęła pod ścianą.
Julien spiorunował ją wzrokiem.
„Powiedziałem „odejdź”.
„I mówię ci, żebyś przestała wydawać rozkazy, jakbyś mieszkała sama”.
Trzeci strzał niemal wyrwał drewnianą belkę ze ściany.
„Wiemy, że masz towarzystwo, Montclair!” – krzyknął inny głos między śmiechem. „Zobaczymy, czy ta wytrzyma dłużej niż pozostałe!”
Dreszcz przebiegł Madeleine po kręgosłupie.
Julien zacisnął mocniej dłoń na karabinie.
„Nie otwieraj” – wyszeptała.
„Jeśli wyważą drzwi, będą mieli przewagę”.
Kolejny strzał.
Drewno zaskrzypiało.
I nagle Madeleine zrobiła coś, czego nie planowała.
Podbiegła do bocznego okna, otworzyła je na oścież i krzyknęła na cały głos:
„WY, BANDY TCHÓRZÓW! JEŚLI JESTEŚCIE MĘŻCZYZNAMI,
POKAŻCIE SIĘ!
Na zewnątrz zapadła nagle cisza.
Julien odwrócił się do niej przerażony.