„Co robisz?”
„Gram na zwłokę”.
Zza drzew wybuchnął śmiech.
„Ach! Ma cięty język!”
Madeleine wdrapała się na ławkę, żeby być wyraźnie widoczna z okna.
„I do tego rozum! Więcej niż wy wszyscy razem wzięci!”
Między pniami drzew przemknął cień.
„Zejdźcie stamtąd!” warknął Julien.
Ale kontynuowała:
„Wy troje przyszliście z bronią, żeby nastraszyć kobietę na farmie? Nic dziwnego, że podróżujecie całą grupą! Jesteście za biedni nawet na odwagę!”
Odpowiedź nadeszła błyskawicznie.
Strzał.
Okno roztrzaskało się.
Julien złapał ją za ramię z taką siłą, że oboje upadli na ziemię.
Kula utkwiła w ścianie.
Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund.
Psy wyły.
Mężczyźni wybiegali na zewnątrz.
Rozległ się kolejny strzał.
Drzwi zadrżały.
Julien zerwał się na równe nogi i strzelił w ciemność.
Odpowiedział mu krzyk.
„Padnij!”
Tym razem Madeleine posłuchała, a serce waliło jej w piersi.
Wtedy usłyszała za sobą kroki.
Nie od drzwi.