Z tylnej kuchni.
Odwróciła się akurat w momencie, gdy zobaczyła rękę otwierającą małe okno.
Jeden z nich próbował wejść do środka.
Nie myślała.
Działała.
Chwyciła garnek z gotującą się fasolą z ognia i rzuciła nim z całej siły.
Mężczyzna krzyknął przeraźliwie, gdy zawartość rozprysła mu się na twarzy i szyi.
Upadł do tyłu, przeklinając i wijąc się z bólu.
„Madeleine!” ryknął Julien.
„Nie będzie jadł dziś wieczorem!” krzyknęła, drżąc na całym ciele.
Julien rzucił ponownie.
I znowu.
I nagle nic.
Przeraźliwa cisza.
Tak całkowita, że nawet ogień zdawał się ucichnąć.
Na zewnątrz kroki ucichły na zboczu.
Trzasnęła gałąź.
A potem nic.
Nic.
Nic.
Madeleine wciąż klęczała, łapiąc powietrze.