Myślała, że widok jego skruchy da jej poczucie zwycięstwa.
Ale nie.
Czuła tylko jedno.
Dystans.
Czysty dystans.
Uzdrowienie.
„Nie” – powiedziała.
Mrugnął.
„Nie?”
„Nie potrzebuję twojego przebaczenia, żeby zaznać spokoju. A ty nie potrzebujesz mojego, żeby dźwigać ciężar tego, co zrobiłeś”.
Jej brat otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Madeleine zrobiła krok w jego stronę.
„Tego dnia, kiedy zostawiłeś mnie na lodzie, myślałem, że zrujnowałeś mi życie. Teraz wiem, że popchnąłeś mnie prosto ku temu, na co zasługiwałem. Więc dziękuję ci za to… nawet jeśli nie było to twoim zamiarem”.
Spojrzał na nią, a jego oczy błyszczały.
„Więc… nie mogę wrócić?”
Madeleine spojrzała mu w oczy.
I w końcu uleczyła ranę, tak jak trzeba było ją uleczyć.
Bez krzyku.
Bez teatralnej zemsty.