„Czy ojciec kazał ci to powiedzieć?”
„Nie”.
Pani Delmas rozłożyła ręce.
„Widzisz? On zmyśla, żeby uchodzić za kogoś ważnego”.
Noah zacisnął pięści. Ramię wciąż go bolało. Myślał o matce, o tym, jak drzwi się za nim zamknęły, o ojcu wychodzącym z tą czarną torbą. Chciał krzyczeć, że jego ojciec istnieje, że jego smutek też istnieje, że dzieci w zniszczonych butach potrafią mówić prawdę.
Ale pani Delmas kontynuowała, zbyt pewna siebie.
„Dzieci takie jak on muszą nauczyć się swojego miejsca. Nie stajesz się kimś, pisząc fantazje na kartce papieru”.
Dyrektorka gwałtownie wstała.
„Wystarczy”.
Odwróciła się zszokowana.
„Słucham?”
Zanim zdążył odpowiedzieć,
Sekretarka pojawiła się w drzwiach, blada jak duch.
„Panie Faure… przy wejściu stoją żołnierze. A jakiś mężczyzna pyta o Noaha”.
Świat zdawał się zamarć.
Pani Delmas w końcu puściła rękę dziecka. Na korytarzu zaskrzypiały krzesła, szeptano, postacie przyciskały się do okien. Noah poszedł za dyrektorem w stronę dziedzińca, a serce waliło mu tak mocno, że aż bolało.
Wtedy go zobaczył.
Jego ojciec przechodził przez bramę w mundurze, z czapką z daszkiem pod pachą, w towarzystwie dwóch oficerów i kobiety w ciemnym garniturze. Twarz miał zmęczoną, poważną, ale wzrok natychmiast poszukał Noaha.
„Tato…”
Armand Leclerc uklęknął akurat w porę, by złapać syna, który biegł w jego stronę. Przytulił go mocno do piersi na oczach całej milczącej szkoły.
„Jestem tutaj, synu. Jestem tutaj”.
Wtedy Noah w końcu się rozpłakał.
CZĘŚĆ 3
Generał Leclerc wstał, wciąż trzymając dłoń na ramieniu syna. Na dziedzińcu nikt się nie odzywał. Uczniowie obserwowali przez okna, nauczyciele udawali, że nie wyszli na zewnątrz, a Madame Delmas nagle przemówiła aksamitnym głosem.
„Generale, jestem Madame Delmas, nauczycielką Noaha. Przepraszam, doszło do nieporozumienia. Pański syn napisał bardzo… pomysłowy tekst, a ja po prostu chciałam pomóc mu zachować uczciwość”.
Armand nie odpowiedział od razu. Jego milczenie ciążyło bardziej niż gniew.
„Nieporozumienie?” zapytał w końcu.
Madame Delmas skinęła głową zbyt szybko.
„Nie mogłam wiedzieć, kim pan jest”.
To zdanie wywołało zmianę na twarzy generała. Żadnego zaskoczenia. Nawet nie widocznej wściekłości. Zimne, wręcz bolesne rozczarowanie.
„Więc gdybym była woźnym, mógłby pan upokorzyć mojego syna?”
Zbladła.
„Nie, oczywiście, że nie…”
„Gdybym był kierowcą autobusu? Kasjerem? Robotnikiem w fabryce? Ojcem bez stopnia i munduru? Czy rozrywanie swojej pracy na oczach kolegów z klasy byłoby bardziej akceptowalne?”
Nikt nie odważył się odetchnąć.
Kobieta w ciemnym garniturze zrobiła krok naprzód.
„Claire Benali, inspektor szkolny. Radzę pani ostrożnie odpowiadać, pani Delmas.”
Nauczycielka poczerwieniała.
„Dzieci często przesadzają. Ja tylko korygowałam zachowanie.”
Z placu zabaw dobiegł cichy głos.
„Powiedziała, że jest biedny i kłamie.”
Wszyscy się odwrócili. To była Lina, cicha uczennica z ciasno splecionymi włosami, tak nieśmiała, że rzadko prosiła o wyjście do toalety. Drżały jej ręce, ale nie ruszyła się z miejsca.
Pani Delmas spiorunowała ją wzrokiem.