„Nie mamy o czym rozmawiać” – warknęła Walentyna Nikołajewna. „Podjąłeś decyzję. Wybrałeś ją, nie matkę”.
„Nikogo nie wybrałem!” – krzyknął Siergiej z rozpaczą. „Dlaczego po prostu nie zaakceptujesz mojego wyboru? Zaakceptujesz Nataszę, nasze życie tutaj?”
Teściowa zacisnęła usta:
„Bo widzę, że to źle. Zasługujesz na coś lepszego! A ta… ta chata” – wskazała na kuchnię – „nie jest dla ciebie!”
„Walentino Nikołajewna” – nie mogłam się powstrzymać – „dlaczego tak mówisz? To nie jest chałupa. To solidny dom, który budujemy z Siergiejem. I jesteśmy tu szczęśliwi”.
„Oczywiście, że się cieszysz!” – teściowa znów zaczęła się denerwować. „Oczywiście! Złapałeś mojego syna i zaciągnąłeś go do swojej nory! Jesteś szefem!”
„Mamo!” Siergiej podniósł głos. „Natychmiast przestań! Obrażasz moją żonę w naszym domu!”
„W JEJ domu!” – poprawiła Walentyna Nikołajewna. „Jest zarejestrowany na nią, prawda?”
Poczułem, że mam już dość. Kłótnia wydawała się nieunikniona, ale może przynajmniej mógłbym oczyścić atmosferę?
„Walentino Nikołajewna” – powiedziałem stanowczo – „dom rzeczywiście jest zapisany na mnie. Odziedziczyłem go po babci. Ale to nie ma znaczenia, bo Siergiej i ja jesteśmy rodziną. Dzielimy się wszystkim”.
„Generale!” prychnęła teściowa. „Ale te dokumenty są na twoje nazwisko! A co, jeśli coś się stanie…”
„Nic się nie stanie” – przerwał mu Siergiej. „Natasza i ja kochamy się. A jeśli tak bardzo martwisz się o kwestię nieruchomości, wiedz jedno: nie obchodzi mnie, na kogo jest zarejestrowany dom. Ufam mojej żonie. I jestem tu szczęśliwy, z nią”.
Walentyna Nikołajewna długo patrzyła na syna:
„Mówisz tak teraz. Ale co będzie za rok, dwa? Kiedy zdasz sobie sprawę, że zamieniłaś karierę, perspektywy na… na to?” Znów wskazała na kuchnię. „Nie potrafisz nawet zrobić porządnego remontu! Tapeta jest stara, piec jest antyczny!”
„Robimy wszystko stopniowo” – odpowiedział spokojnie Siergiej. „W zeszłym roku wymieniliśmy dach, w tym odnowiliśmy ogrodzenie i uporządkowaliśmy ogród. Jeszcze nie zabraliśmy się za kuchnię, ale damy radę”.
„Skąd weźmiemy pieniądze?” – upierała się teściowa. „Nie da się przecież nadwyrężyć budżetu pensją nauczycielki!”
„Mamy oszczędności” – powiedział Siergiej. „Poza tym nie tylko pracuję w szkole. Mam też dorywczą pracę przy tworzeniu stron internetowych”.
„No i masz!” Walentyna Nikołajewna spojrzała na mnie triumfalnie. „Pracuje na dwa etaty, żeby cię utrzymać! A ty co robisz? Siedzisz w swojej bibliotece za grosze?”
„Dość, mamo” – głos Siergieja był zmęczony, ale stanowczy. „Nikomu nie pomagam. Oboje pracujemy, oboje inwestujemy w dom, w naszą przyszłość. I proszę cię: albo przestań z tymi atakami, albo odejdź. Nie pozwolę ci obrażać mojej żony”.
W kuchni zapadła cisza. Walentyna Nikołajewna stała tam, zaciskając usta i patrząc to na syna, to na mnie. Nagle zwiotczała i opadła na krzesło.
„Chcę dla ciebie jak najlepiej, synu” – powiedziała cicho. „Jesteś taki utalentowany, miałeś przed sobą taką przyszłość…”
„Mamo” – Siergiej podszedł do matki i przykucnął obok niej. „Mam się dobrze. Naprawdę. Robię to, co kocham. Mieszkam, gdzie chcę. Z kobietą, którą kocham. Co w tym złego?”
„Ale miasto… perspektywy…” Walentyna Nikołajewna słabo zaprotestowała.
„Jakie są perspektywy? Siedzenie w biurze od rana do wieczora? Przymilanie się do szefa? To nie dla mnie, mamo. Tu jestem wolna. Tu czuję, że naprawdę żyję”.
Walentyna Nikołajewna pokręciła głową: