– Nie rozumiem cię, synu. W ogóle cię nie rozumiem.
„Po prostu spróbuj to zaakceptować” – powiedział cicho Siergiej. „Nie tylko zrozumieć, ale zaakceptować. Jestem szczęśliwy, mamo. Czy nie tego właśnie dla mnie chcesz?”
Teściowa patrzyła na syna przez dłuższą chwilę, po czym zwróciła na mnie wzrok:
„A co, jeśli… co, jeśli będziesz mieć dzieci? Jak je tu wychowasz? Szkoła jest daleko, szpital…”
„Szkoła jest w sąsiedniej wsi, piętnaście minut autobusem” – odpowiedział Siergiej. „A tak przy okazji, pracuję tam. A klinika jest w centrum dzielnicy, pół godziny drogi stąd. Nie tak daleko”.
„Ale to nadal nie jest miasto” – uparcie powtarzała Walentyna Nikołajewna.
„To nie miasto” – zgodził się Siergiej. „I dzięki Bogu. Czyste powietrze, własny dom, ogród… Co może być lepszego dla dziecka?”
Na wzmiankę o dziecku mimowolnie się spiąłem. Teściowa to zauważyła i zmrużyła oczy:
– Jesteście małżeństwem od trzech lat. A mimo to… Może macie problemy?
„Mamo!” – powiedział oburzony Siergiej. „To nie twoja sprawa!”
– Jak to nie moje? Chcę być babcią! Mam prawo wiedzieć!
Widziałem, że Siergiej znów miał ochotę wybuchnąć. Jeszcze trochę i rozmowa znów się zaogni. Trzeba było coś zrobić.
„Walentino Nikołajewna” – powiedziałam najspokojniej, jak potrafiłam – „jeszcze nie będziemy mieć dziecka. Przeszliśmy badania i jesteśmy w trakcie leczenia. Lekarze mówią, że jest szansa, tylko potrzeba czasu”.
„No i co!” – teściowa spojrzała triumfalnie na syna. „Gdybyśmy mieszkali w mieście, przyjęliby nas w normalnej klinice! A co tu jest? Wiejski ratownik medyczny?”
„Jesteśmy przyjmowani w szpitalu wojewódzkim” – wyjaśniłem cierpliwie. „Chodzimy na wizyty kontrolne raz w miesiącu”.
„No i jak się sprawy mają?” – nalegała Walentyna Nikołajewna.
„Mamo” – Siergiej położył jej rękę na ramieniu – „to naprawdę nie twoja sprawa. Jak będziemy mieli jakieś wieści, damy ci znać. Ale na razie zostawmy ten temat”.
Teściowa chciała coś powiedzieć, ale nagle straciła panowanie nad sobą:
– Dobrze, dobrze. Jak chcesz. Ja tylko… Ja tylko chcę, żeby wszystko było z tobą w porządku.
„Nic mi nie jest, mamo” – powiedział cicho Siergiej. „Naprawdę”.
Walentyna Nikołajewna milczała przez chwilę, a potem nagle zapytała:
„I naprawdę nie chcesz wracać do miasta? Nawet po dobrą pracę?”
„Nie chcę” – odpowiedział stanowczo Siergiej. „Moje życie jest tutaj. Z Nataszą. W tym domu”.
Teściowa westchnęła:
– Okej. Rozumiem. Tylko… trudno mi zaakceptować, że jesteś tak daleko. Że nie mogę cię widywać, kiedy chcę.
„Zawsze możesz nas odwiedzić, mamo” – uśmiechnął się Siergiej. „Tylko daj mi znać wcześniej. I… nie rób scen. Natasza nic ci nie zrobiła. Kocha mnie, troszczy się o mnie. A ja ją kocham”.
Walentyna Nikołajewna spojrzała na mnie długim wzrokiem: