„Po prostu ściągnij aplikację, człowieku. Jedna randka. Nie musisz się z nikim żenić”.
„Nienawidzę takich rzeczy” – powiedziałem mu.
„Ty nie lubisz próbować. To różnica”.
Nie mylił się. Otworzyłem Tindera i pozwoliłem kciukowi wykonać całą pracę. Przesuwanie. Przesuwanie.
Kobieta trzymająca matę do jogi. Kobieta trzymająca margaritę. Kobieta trzymająca psa, który ewidentnie nie był jej.
Wtedy mój kciuk zatrzymał się w pół ruchu.
„To upokarzające” – mruknęłam do nikogo.
Zaśmiałam się z siebie, z cichej kuchni, z trzydziestolatka, który przeglądał profile nieznajomych, bo namówił go do tego najlepszy przyjaciel. Było w tym coś niemal spokojnego. Niska stawka. Po prostu ciekawość.
Wtedy mój kciuk zatrzymał się w pół ruchu.
Wyprostowałam się. Poczułam, jak zmienia się temperatura w pomieszczeniu, a może tylko we mnie.
Twarz na ekranie odwzajemniła uśmiech, tak jak uśmiechała się na korytarzu, tuż przed tym, jak powiedziała coś, co będę nosić w sobie latami.
Madison.
Kilka sekund później ekran się rozświetlił.
Starsza, bardziej lśniąca, z jaśniejszymi włosami, niż pamiętałam. Ale to była ona. Ten sam krzywy uśmiech, który rzucała, zanim powiedziała coś, co przeszyło mnie na wylot.
Siedziałam nieruchomo w kuchni, a szum lodówki nagle stał się zbyt głośny. Dawne uczucia ściskały mnie za serce, zanim zdążyłam je powstrzymać. Wstyd. Gniew. Duch szesnastoletniego chłopca, który kiedyś chodził długą drogą do domu.
O mało co nie zamknąłem aplikacji. Zamiast tego przesunąłem w prawo. Głupi żart w mojej głowie.
Kilka sekund później ekran się rozświetlił.
DOPASOWALIŚMY SIĘ.
Jej wiadomość przyszła, zanim zdążyłem odłożyć słuchawkę.
Prawdę mówiąc, roześmiałem się głośno, sam w mieszkaniu.
Jej wiadomość przyszła, zanim zdążyłem odłożyć słuchawkę: „Hej, nieznajomy. Masz najżyczliwsze oczy. Czym się zajmujesz?”
Wpatrywałem się w te słowa. Życzliwe oczy. Dwanaście lat temu powiedziała całej stołówce, że moje oczy wyglądają jak oczy smutnej krowy.
Odpisałem coś neutralnego o doradztwie i na początku nie podawałem nazwy firmy.
Odpisała szybko: „To niesamowite. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy budowali coś od podstaw. Opowiedz mi wszystko”.
„Nie uwierzysz, kto właśnie się ze mną dopasował”.
Nie było w ogóle żadnego rozpoznania. Byłam dla niej zupełnie obca. Daniel było dość pospolitym imieniem, a najwyraźniej nowa linia szczęki i dodatkowe 20 kilogramów mięśni zrobiły resztę.
Zadzwoniłam do Marcusa, zanim zdążyłam się nad tym zastanowić.
„Nie uwierzysz, kto właśnie się ze mną dopasował”.
„Proszę, powiedz, że to twoja była”.
„Gorzej. Madison. Z domu”.
Na linii zapadła cisza.
„Królowa balu maturalnego Madison? Ta, której imię wymawiałaś jak przekleństwo?”
„Ta”.
„Co chcesz z tego wyciągnąć?”
„Daniel” – powiedział powoli – „powiedz, że przesunąłeś w lewo”.
„Przesunąłem w prawo”.
„Dlaczego?”
Oparłam się o hrabiego
er. Prawda była taka, że nie do końca wiedziałem.
„Chyba ciekawość”.
„Ciekawość zabiła kota, bracie. Co chcesz z tego wyciągnąć?”
„Nie wiem. Może nic. Może po prostu chcę zobaczyć jej twarz, kiedy dowie się, kim jestem”.
Spojrzałem w okno, na swoje odbicie w świetle miasta.
Marcus odetchnął. „To brzmi jak zemsta w kurtce ciekawości”.
„Może i tak”.
„Słuchaj, spędziłeś dziesięć lat budując życie, z którym ona nie ma nic wspólnego. Jesteś pewien, że chcesz ją do niego z powrotem zaprosić, choćby na jedną noc?”