– Zrozumiałem.
— Nie mów mi tego.
Odwróciła się twarzą do mnie.
– Wybacz mi.
– Nie tylko ja.
Marina z trudem spojrzała na kobiety przy ladzie, na Igora i na ochroniarza przy wejściu.
– Przepraszam. Powiedziałem coś niestosownego.
Kobieta z mapą odpowiedziała:
— Najważniejsze, żeby nikomu o tym nie mówili.
„Nie zrobią tego” – powiedziałem.
Igor stał przy oknie i nie przeszkadzał. Podszedłem do niego.
— Jak masz na imię?
– Igor.
— Ile lat już pracujesz?
– 3 lata.
– Dobrze zrobiłeś, że zadzwoniłeś do kierownika.
— Po prostu nie chciałem, żeby ta osoba poczuła się urażona.
– To jest zadanie klubu.
Poczuł się zawstydzony.
– Dziękuję.
Zwróciłem się do Anny Wiktorownej.
— Igor otrzymuje premię w wysokości 20 tys. rubli za utrzymanie standardów i humanistycznej postawy.
— Załatwimy to.
Marina podniosła wzrok, ale nic nie powiedziała. Najwyraźniej zaczynała rozumieć, że w tym miejscu ceni się nie tych, którzy głośno mówią o elitaryzmie, ale tych, którzy zachowują godność wobec zwykłych ludzi.
Przeszedłem przez siłownię. Maszyny były ustawione poziomo, lustra błyszczały, a muzyka grała cicho. Kobieta mniej więcej w moim wieku ćwiczyła przy bieżni. Uśmiechnęła się do mnie w odbiciu.
„Jesteś tu pierwszy raz?” zapytała.
„Nie” – odpowiedziałem. „Po prostu dawno nie przechodziłem przez główne wejście”.
Ona się zaśmiała.
„Jest tu pięknie. Czasami ludzie przy ladzie patrzą na nas, jakbyśmy właśnie weszli do muzeum bez biletu”.
Zapamiętałem to zdanie.
— Teraz spojrzą na to inaczej.
– Mówisz tak pewnie.
– Ponieważ mogę to zmienić.
W biurze kierownika Anna Wiktorowna nalała mi wody i położyła na stole wydruk skarg.
– Wiera Nikołajewna, przyznaję, że coś przeoczyłem.
„Nie byłeś jedynym, który coś przeoczył. To znaczy, że system jest zbyt zadowolony z siebie”.
— Sieć szybko się rozrastała.
— Szybki wzrost nie neguje szacunku.
– Przygotuję nowe zasady.
— Nie nowe. Stare. Po prostu przywróćmy je do działania.
Skinęła głową.
„I jeszcze jedno” – powiedziałem. „Od dziś wszystkie kluby będą miały na swoich ladach krótką informację: »Obsługujemy ludzi, a nie wiek, ubiór czy założenia dochodowe«”.
Anna Wiktorowna to zapisała.
– Cienki.
— I osobne karty dla klientów powyżej 60. roku życia. Nie zniżki, ale odpowiedni program: dogodne terminy, odpowiednie treningi i coaching.
— Mamy godziny dzienne, można je przydzielić.
— Nie traktuj go wyłącznie jako schowka. Udekoruj go odpowiednio.
– Zrozumiano.
Kiedy wychodziłem z biura, Marina nie siedziała już za ladą. Za jej miejsce pracowała inna dziewczyna. Wstała i powiedziała:
— Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
Zatrzymałem się.
– Tak właśnie powinno być.
Nie rozumiała, ale uśmiechała się, nie wysilając się.
Przy drzwiach dogoniła mnie kobieta z rodzinną kartą członkowską.
– Przepraszam, czy mogę coś powiedzieć?
– Z pewnością.
„Moja mama od dawna chciała tu przyjechać, ale jest zbyt nieśmiała. Ma 67 lat. Mówi, że ludzie będą się na nią gapić”.
– Niech przyjdzie.
— A co jeśli ktoś znowu powie, że to nie jest właściwy format?
Wyjąłem wizytówkę i jej ją podałem.
– Wtedy do mnie zadzwoni.
Kobieta wzięła wizytówkę obiema rękami.
– Dziękuję.
– Nie dziękuj mi. To nie przysługa. Tak po prostu jest.
Tego wieczoru wróciłam do domu, zdjęłam buty przy drzwiach i położyłam torbę na krześle. Następnie otworzyłam notes i zapisałam trzy decyzje: inspekcję wszystkich klubów, szkolenie personelu i program dla klientów powyżej 60. roku życia.
Pomyślałem krótko: starość nie zaczyna się wraz z przejściem na emeryturę, ale gdy ktoś inny ma prawo decydować, gdzie twoje miejsce.
Potem zadzwoniłam do prawnika sieci i poprosiłam o przygotowanie nakazu przeprowadzenia nowych inspekcji. Potem zaparzyłam herbatę i otworzyłam poranny grafik zajęć. Jutro przyjdę na siłownię sama, nie jako właścicielka, ale jako kobieta, która nie ma prawa być wyproszona.
Czy milczałbyś po takich słowach administratora?