CZĘŚĆ 2
Następnego ranka Clara obudziła się w swoim jasnym lofcie, z dala od haftowanych obrusów i grzecznych upokorzeń. Na jej biurku kwartalne raporty wskazywały na 21% wzrost. Nowy kontrakt z lyońską grupą hotelową miał przynieść Romainowi więcej niż roczna pensja.
Nie uśmiechnęła się.
O 10:14 zawibrował jej telefon.
MAMO.
Pozwoliła mu zadzwonić.
I znowu.
O 10:37 włączyła się poczta głosowa. Głos Françoise nie był już triumfalny.
„Clara, oddzwoń. Bank właśnie poinformował nas, że spłata kredytu została anulowana. Twój ojciec nic nie rozumie. Mówią o koncie firmowym… dla firmy, która płaci od trzech lat”.
Clara odstawiła kawę.
W południe zadzwonił Gérard.
„Bank twierdzi, że pieniądze pochodziły od »Clary Delmas Conseil«. Czy to ty?”
W końcu odebrała.
„Tato, wczoraj wieczorem mówiłeś, że nie stać mnie nawet na własny czynsz. Więc wytłumacz mi, jak mam płacić za twój dom”.
Po drugiej stronie słuchawki rozległ się jedynie szept.
Potem Françoise wyszeptała, wystarczająco głośno, żeby ją usłyszeć:
„Boże… to ona”.
CZĘŚĆ 3
Cisza, która nastąpiła, w niczym nie przypominała eleganckiej ciszy poprzedniego dnia. Ta była surowa, niezręczna, wręcz brudna. Clara słyszała odległe tykanie zegara, być może tego w salonie, który jej matka dwa miesiące wcześniej odnowiła, wyposażając go w lniane zasłony, drogi dywan i włoski stolik kawowy, który przedstawiła jako „okazję”.
„Clara” – powiedział Gérard łamiącym się głosem – „musimy to zrozumieć”.
Stała nadal przy oknie wykuszowym.
W dole rowery sunęły kanałem, ludzie przechadzali się po porankach z torbami zakupów, kawami, prostym życiem. Niemal zazdrościła tej normalności.
„Niewiele tu do zrozumienia, tato. Twój kredyt został spłacony. Teraz nie jest.”
„Ale dlaczego? Czemu nic nie powiedziałeś?”
Klara zamknęła oczy.
Znów zobaczyła ojca, trzy lata wcześniej, w niedzielne popołudnie, siedzącego w ogrodzie z wymizerowaną twarzą. Właśnie przeszedł na wcześniejszą niż planowano emeryturę z powodu choroby serca. Françoise mówiła zbyt głośno, by ukryć strach. Raty kredytu hipotecznego, trwające remonty, rachunki, podatki – wszystko się piętrzyło. Gérard powtórzył pięć razy, że „dowiedzą się, co z tego wyniknie”. Ale ręce mu drżały, gdy trzymał kubek.
Klara zrozumiała bez pytania. Zadzwoniła do banku. Dyskretnie, bez słowa, bez sceny, bez czekania, ustawiła przelew z konta firmowego.
Myślała, że chroni ich godność.
W rzeczywistości podsycała ich iluzję.
„Bo myślałam, że będziesz się wstydził, że mnie potrzebujesz” – powiedziała. „A nie chciałam, żebyś się wstydził”.
Gérard nie odebrał.
Zza jego pleców dobiegł stłumiony głos.
„Oddaj mi telefon”.
Françoise odebrała.
„Clara, posłuchaj mnie. Nie wiedziałam”.
„Czego nie wiedziałaś? Że kredyt się nie spłaca? Że twoje wydatki przekraczają dochody? Że remonty, kolacje, wakacje w Biarritz i prezenty dla wnuków kosztowały cię więcej, niż miałaś?”
„To nie takie proste”.
„Nie”. Niełatwo było siedzieć tam wczoraj wieczorem, kiedy tłumaczyłaś nieznajomemu, że jestem problemem.
Françoise ciężko zaciągnęła się.
„Piłam, mówiłam za szybko”.
Clara zaśmiała się cicho, bez radości.
„Nie wymyśliłaś tego wczoraj. Długo o tym myślałaś”.
Tym razem cisza ją zabolała.
Po południu telefony się mnożyły. Romain próbował najpierw ostrożnie, potem z irytacją.
„Clara, musimy być dorośli. Nasi rodzice panikują”.
„Odkrywają swój budżet, Romain. To nie panika, to arytmetyka”.
„Doskonale wiesz, że nie mogą po prostu wziąć 3200 euro z powietrza co miesiąc”.
„Wiem o tym od trzech lat”.
Westchnął zirytowany.
„Więc dlaczego robisz to teraz?”
Clara odwróciła się do ekranu. Propozycja biznesowa czekała na jej podpis. 148 000 euro na osiem miesięcy. Mogła cofnąć przelew jednym kliknięciem. To właśnie najbardziej irytowało: nie pieniądze były problemem. Problemem było to, jak wykorzystali jej milczenie.
„Bo wczoraj zdałam sobie sprawę, że moja pomoc nie zmieniła ich postrzegania. Nie przyniosła mi nawet odrobiny szacunku”.
„Powinieneś był nam powiedzieć, że odnosisz sukcesy”.
„Dlaczego? Żeby zasłużyć na obronę?”
Romain nie odpowiedział.
Kontynuowała, ciszej: