Stałam przy kuchennym blacie, skrzyżowawszy ramiona na piersi. Nie czułam litości. Tylko ogromne, głębokie wyczerpanie.
„Nie wiedziałam, że próbowała powstrzymać operację, Alice” – szlochała, chowając twarz w dłoniach. „Kiedy przeczytałam materiały z zarządu… zwymiotowałam w łazience. Kazała mi przerwać zbiórkę! Powiedziała, że jeśli dostaniesz kredyt, będziesz nam go wisiał nad głowami do końca życia!”
„A ty się na to zgodziłaś” – odpowiedziałam głosem pozbawionym ciepła. „Pozwoliłaś mi wykrwawić się w ciemności, podczas gdy ty pozowałaś z ogromnymi czekami”.
„Wiem” – szlochała. „Moja terapeutka powiedziała, że ja też jestem ofiarą jej przemocy emocjonalnej. To wyjaśnia, co zrobiłam”.
„To wyjaśnia sprawę” – zgodziłam się cicho. „To nie usprawiedliwia”.
„Dlaczego to zrobiłaś?” – zapytała Natalie, patrząc na mnie zaczerwienionymi, przekrwionymi oczami. „Po tym wszystkim, co ci zrobiliśmy. Dlaczego oddałaś mu nerkę?”
Spojrzałam w okno, wpatrując się w odbicie świateł miasta. „Bo był moim ojcem. I bo odmowa ratowania go oznaczałaby, że w środku byłabym równie brzydka jak wy dwoje”.
Natalie wzdrygnęła się, jakbym ją uderzyła. Wstała chwiejnie i podeszła do drzwi. „Jesteś lepsza ode mnie, Alice”.
„Nie jestem lepsza” – wyszeptałam. „Po prostu wybrałam sobie inny rodzaj blizny”.
Kiedy drzwi zamknęły się z trzaskiem, mój uratowany kot, Pepper, otarł się o moje kostki. Osunąłem się na podłogę, oparłem o drewno i po raz pierwszy od dziewięćdziesięciu dni płakałem, aż nic we mnie nie zostało.
Rozdział 6: Blizny, które wybieramy
W połowie stycznia udało mi się z powodzeniem zatrudnić Patricię Hodges, błyskotliwą, bezwzględną dyrektor z konkurencyjnej firmy, na stanowisko stałego prezesa Jordan Medical Supply.
Formalnie objąłem stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej, zachowując pięćdziesiąt jeden procent głosów i akceptując skromną pensję w wysokości dziewięćdziesięciu pięciu tysięcy dolarów. Nie chciałem rezygnować z pracy na pół etatu w Fundacji Edukacyjnej Bright Futures. Lubiłem pomagać dzieciom, które nic nie miały.