Księga Nieproszonych
Rozdział 1: Wielkie otwarcie mojego wygnania
W dniu, w którym mój ojciec postanowił uczcić wyrzucenie mnie z domu, zrobił to z teatralnością przecięcia wstęgi na stadionie. Wjechałem na żwirowy podjazd mojego rodzinnego domu, zamierzając odebrać moje ostatnie pudełko z dokumentami bankowymi, i zastałem tam trwający groteskowy festiwal. Na bramie garażu wisiał ogromny, winylowy baner, długi na co najmniej trzy i pół metra, z agresywnym, karmazynowym napisem: ŻEGNAJ, DARMOŁADZIE. NIE WRACAJ.
W powietrzu unosił się zapach taniego dymu węglowego i dźwięczne dźwięki głośnej muzyki country. Mój ojciec, Richard Bennett, stał przy grillu w fartuchu z napisem „Szef Grilla”, smażąc burgery, jakby właśnie wyzwolił naród. Sąsiedzi, których znałem od dwudziestu lat, popijali piwo z butelek i śmiali się. To było podmiejskie święto, a gościem honorowym było moje upokorzenie.
Kiedy wysiadłam z samochodu, z patio dobiegł mnie ochrypły głos, nabrzmiały od zbyt wielu południowych lagerów. To był wujek Dean, brat mojego ojca, człowiek, którego życie to seria gaśniętych silników i niezapłaconych alimentów.
„Spójrz na nią!” – ryknął Dean, wymachując butelką w moją stronę. „Trzydzieści lat, bez prawdziwej pracy, po prostu dryfuje, podczas gdy jej biedna rodzina dźwiga ciężar. Powinnaś się wstydzić, Avo! Większość kobiet w twoim wieku ma kredyt hipoteczny, a nie pokój z dzieciństwa!”
„Oto twój ostatni darmowy posiłek, frajerze!” – krzyknął ktoś inny.