„Jeśli powiesz to Adrienowi, wywołasz wojnę między braćmi. A kobieta, która niszczy dwóch braci, nie zasługuje na swój dom”.
Te słowa mnie przeraziły.
Nie dlatego, że w nie wierzyłam.
Bo uderzały mi do głowy w noce, kiedy byłam zbyt zmęczona, żeby się bronić.
Zapłaciłam za zakupy.
Prałam pościel.
Posprzątałam dom.
Pracowałam do późna w sklepie, żeby nadrobić pieniądze, które Maxime trwonił w domu.
Adrien zauważył, że wyglądam inaczej, kiedy wrócił.
„Sofio, schudłaś”.
Uśmiechnęłam się.
„Dużo pracy”.
Chciał zabrać mnie na kolację.
Odmówiłam.
Nie dlatego, że go nie kochałam.
Bo nie miałam już siły, żeby być szczęśliwą kobietą przez dwie godziny w restauracji, zanim wrócę do domu, żeby obsłużyć jego brata.
Pewnego wieczoru Maxime przekroczył granicę.
Wróciłam do domu z gorączką.
Sklep był zatłoczony przez cały dzień.
Chciałam tylko wziąć prysznic i się przespać.
Ale Renée była tam, siedziała przy moim stoliku, a Maxime obok niej.
Na krześle leżał koc i moja poduszka.
Na początku nie rozumiałam.
„O co chodzi?”
Renée odpowiedziała spokojnie:
„Maxime zajmie twój pokój na kilka dni”.
Myślałam, że się przesłyszałam.
„Mój pokój?”
„Źle śpi na kanapie. Bolą go plecy. Możesz spać w pokoju do szycia”.
Pokój do szycia.
Mały pokój bez okien, w którym trzymałam materiały, maszynę do szycia i pudełka.
Spojrzałam na Maxime’a.
Nawet się nie wstydził.
Jadł jogurt, który kupiłam na śniadanie.
„Zgadzasz się z tym?” zapytałam.
Wzruszył ramionami.
„Mama ma rację”. Muszę dojść do siebie.
Poczułam, jak coś pali mnie w piersi.
„Po czym dojść do siebie? Nic nie robisz”.
Renée wstała.
Jej twarz zrobiła się zimna.
„Nie mów tak do mojego syna”.
„Twój syn mieszka ze mną, je ze mną, nic nie płaci, niczego nie szanuje, a teraz chce mojego łóżka?”
Podeszła bliżej.
„W twoim domu? Zapominasz, że nosisz nazwisko mojego syna. Bez Adriena nadal szyłabyś spodnie dla innych w swoim warsztacie”.
Drżałam.
„Ten dom też jest na moje nazwisko”.
Renée się roześmiała.
„Papiery nie czynią kobiety panią domu. Posłuszeństwo tak”.
Potem wskazała na poduszkę.
„Śpisz dziś w warsztacie. Maxime potrzebuje odpoczynku”.
Nie wiem, dlaczego nie krzyknęłam.
Może dlatego, że byłam wyczerpana.
Może dlatego, że miesiącami uczyła mnie tłumić własny głos.
Chwyciłam poduszkę.