Prosisz mnie, żebym oddała to, co zarobiłam przez siedem lat? Zwariowałaś?” Swietłana spojrzała na męża, jakby widziała go po raz pierwszy. W jej oczach malowało się nie tyle złość, co oszołomienie.
Andriej nerwowo bębnił palcami po blacie stołu, jego cierpliwość malała z każdą sekundą.
„Swieta, nie histeryzujmy. Twoje mieszkanie jest warte jedną trzecią tego, co dom twoich rodziców. To rozsądny kompromis. Będziemy mieli własny dom, rozumiesz? Dom!”
Swietłana roześmiała się. Dźwięk był szorstki, niemal szczekający.
„Naprawdę nie widzisz problemu? Muszę sprzedać mieszkanie, żeby twoi rodzice mogli pojechać do Hiszpanii i tam sobie kupić? A my mamy spłacać kredyt hipoteczny na ich dom? Dom, którego nie mogli sprzedać od trzech lat, bo jest za drogi?”