Kolacja minęła w niezręcznej ciszy. Swietłana machinalnie żuła makaron, nie czując jego smaku. Andriej wpatrywał się w telefon, ostentacyjnie ignorując żonę.
Tego wieczoru, gdy zmywała naczynia, zadzwonił telefon. Odebrał Andriej, a po jego głosie Swietłana od razu rozpoznała, że to jej teściowa. Poszedł do innego pokoju, ale cienkie ściany nie zagłuszyły rozmowy.
— Tak, mamo… Nie, jeszcze się nie zgodziłam… Rozumiem, że musisz rozwiązać tę sprawę do końca miesiąca… Tak, próbuję ci to wyjaśnić…
Swietłana z hukiem odstawiła talerz. No i to wszystko. Rodzice spieszą się ze sprzedażą – pewnie znaleźli jakieś opcje w Hiszpanii. I naciskają na syna, żeby szybko rozwiązał problem z krnąbrną żoną.
Kiedy Andriej wrócił do kuchni, na jego twarzy malowała się determinacja.
– Moi rodzice są gotowi obniżyć cenę o kolejne dziesięć procent.
„Jaka hojność” – Swietłana wytarła ręce ręcznikiem. „Wiesz, jaki masz problem? Nie rozumiesz, co się dzieje. Nie robią nam przysługi. Próbują rozwiązać swoje problemy naszym kosztem”.
– To nieprawda!
„To prawda. Nie mogą sprzedać domu po cenie rynkowej. Agent nieruchomości powiedział im, że jest co najmniej o trzydzieści procent zawyżony. Ale przyznanie się do tego byłoby przyznaniem się do błędu. Twoi rodzice nie potrafią przyznać się do błędu, wiesz?”
Andriej wzdrygnął się, jakby został uderzony.
— Zawsze nas wspierali.