”
„Tak! Oczywiście! Wpadłeś na genialny pomysł!” – wybuchnął Maxim. „Ja, ty i twój były chłopak! Super! Idealne trio!”
„Nie bądź dla mnie niegrzeczny! A jeszcze lepiej, idź do domu i powiedz żonie, żeby przygotowała mieszkanie do sprzedaży – o ile oczywiście w ogóle czeka na ciebie w domu i nie pobiegła na jakiś inny koncert!”
Maxim poczuł, że coś w nim w końcu pękło.
„Ona tego nie sprzeda, mamo” – powiedział cicho. „Ona tego nie sprzeda…”
„A co ty tam dla mnie robisz?!” Anfisa Andriejewna podniosła głos do krzyku. „Przekonaj mnie! Przekonaj mnie! Zmuś mnie, na litość boską! Czy chcesz, żeby całe nasze życie tutaj poszło w zapomnienie?!”
Dość. Maksymowi skończyły się racjonalne argumenty. Zrozumiał: będzie stała twardo do końca. Jak czołg. A gdyby poprosił ją, żeby się do nich wprowadziła, po prostu zniszczyłaby jego rodzinę, tak jak zrobiła to ze swoją.
„Okej…” powiedział cicho, poddając się.
– Co?
„OK, MÓWIĘ CI!!!” – powtórzył Maksym ostro i głośno. „Porozmawiam z Kariną! Może znajdziemy inny sposób, żeby uratować i twoje, i jej mieszkanie! Ale niczego nie obiecuję, mamo! Jeśli nic nie wyjdzie…” Westchnął ciężko – „to sama będziesz musiała posprzątać swój bałagan! To ostatni raz, kiedy ci pomagam!”
„Ale… Ale, Maksym! Ja… ja jestem twoją matką…” Anfisa Andriejewna natychmiast zmieniła ton. Jej głos stał się cienki, żałosny.
— Tak! Jesteś moją matką! Ale ja też mam swoje życie, a ty ciągle robisz mi takie niespodzianki! Więc spróbuję ci pomóc ostatni raz! To wszystko!
„Zadziałało” – pomyślała z satysfakcją Anfisa Andriejewna. „Maxim nie opuści własnej matki. Nieważne, jak bardzo będzie się teraz opierał, i tak ulegnie i pomoże. Najważniejsze to znaleźć odpowiednią dźwignię”.
Część piąta. Front domowy
W domu Maxim zastał żonę demolującą szafę. Karina krzątała się po sypialni jak tornado, wyrzucając sukienki, bluzki i paski z głębi szafy.
„Co robisz?” Uśmiechnął się słabo.
„Za godzinę mnie odbiorą, muszę iść na koncert” – odpowiedziała Karina, nie podnosząc głowy. „Potrzebuję szerokiego paska do sukienki, strasznie schudłam w tym roku!”
Jak zwykle: praca, koncerty… – zmęczona myśl przebiegła mu przez głowę.
„No cóż… dobrze. No to spójrz, nie będę cię rozpraszać…” Chciał już wyjść, ale żona go powstrzymała.
— Czemu jesteś taki smutny? Coś się stało w pracy?
„Byłoby lepiej, gdyby był w pracy!” – wyrzucił z siebie.
Karina zmarszczyła brwi i w końcu przerwała poszukiwania.
„Więc gdzie to jest? Wiem, że stało się coś złego, ale jeszcze nie wiem, co…”
„Z mamą!” Maksym opadł na krzesło, jakby go przekłuto. „Wszędzie indziej radzę sobie świetnie! Tylko ona jest moją piętą achillesową! I ona to wykorzystuje!”