„Niniejszym publicznie oświadczam, że z przyczyn uzasadnionych,
„zwolnienie pana Howarda Washingtona ze stanowiska dyrektora generalnego, do czasu przeprowadzenia pełnego federalnego śledztwa w sprawie poważnych oszustw finansowych i defraudacji korporacyjnych”.
Cała sala eksplodowała. Reporterzy zaczęli wykrzykiwać pytania; inwestorzy gorączkowo wyciągali komórki, żeby dzwonić do swoich brokerów. Starannie skonstruowany, wart miliardy dolarów domek z kart, który Howard zbudował, runął w spektakularny, publiczny sposób.
„Nie… nie możesz tego zrobić!” – wykrzyknął Howard, a jego kolana lekko się ugięły. „Zniszczysz reputację firmy!”
„Reputacja firmy przetrwa usunięcie guza” – odpowiedziałam chłodno przez mikrofon.
Nagle moją uwagę przykuł jakiś ruch. Eleanor przepchnęła się gwałtownie obok dwojga zszokowanych gości i rzuciła się w stronę sceny.
Arogancka, okrutna matriarcha, która rzuciła moje wspomnienia w błoto, całkowicie straciła swoją dumę. Łzy spływały jej po twarzy, rozmazując drogi, wodoodporny tusz do rzęs w ciemne, brzydkie smugi.
„Audrey! Audrey, moja ukochana synowa!” – zawodziła Eleanor, chwytając się krawędzi sceny. „Przepraszam! Proszę, byłam tak przytłoczona żalem po śmierci Terrence’a, że zachowałam się irracjonalnie! Nie byłam przy zdrowych zmysłach! Jesteśmy rodziną! Proszę, nie rób nam tego! Nie zabieraj nam wszystkiego!”
Ku absolutnemu przerażeniu obserwujących to wyższych sfer, Eleanor Washington padła na kolana u moich stóp, histerycznie szlochając.
Rozdział 5: Oddanie zabłoconej walizki
Spojrzałem na kobietę płaczącą u moich stóp.
Powoli, z rozmysłem cofnąłem stopę o kilka centymetrów, upewniając się, że desperackie, chwytne dłonie Eleanor nie dotknęły rąbka mojej szmaragdowej jedwabnej sukni.
„Żal?” – zapytałem, opuszczając mikrofon tak, by tylko ona, Howard i najbliższe otoczenie mogli go usłyszeć. Wydałem z siebie krótki, zimny śmiech, który nie miał w sobie ani krzty ciepła.
„Żal sprawia, że ludzie płaczą, Eleanor” – powiedziałem, wpatrując się w jej przerażone, załzawione oczy. „Żal sprawia, że ludzie szukają pocieszenia. Wyrzucenie wdowy po zmarłym synu na deszcz i wrzucenie jego ostatnich pamiątek do błotnistej kałuży to nie żal. To okrucieństwo. To działanie pasożyta, który zdaje sobie sprawę, że stracił kontrolę nad żywicielem.
Spojrzałem na Chloe, która stała zamrożona w tłumie, z bladą twarzą, całkowicie pozbawioną jej zwyczajowego sarkazmu i jadu.
Uniosłem rękę i wskazałem na tył sali.