„Ochrona” – zawołałem czystym, rozkazującym głosem.
Natychmiast z cienia wyłoniło się sześciu potężnych, doskonale wyszkolonych ochroniarzy – ludzi zatrudnionych przez firmę pana Vance’a, by zastąpić lojalistów Howarda. Poruszali się z wojskową precyzją, bez trudu rozdzielając tłum.
„Proszę wyprowadzić tych nieakcjonariuszy z budynku” – poleciłem szefowi ochrony, wskazując na Howarda, Eleanor i Chloe. „Robią awanturę i zanieczyszczają naszą dobroczynną atmosferę”.
„Audrey! Jesteś demonem!” Chloe krzyczała histerycznie, gdy dwóch rosłych mężczyzn chwyciło ją za ramiona i zaczęło prowadzić jak żaba w stronę wyjścia. „Jesteś potworem!”
„Jestem po prostu konsekwencją twoich własnych czynów, Chloe” – odpowiedziałam spokojnie.
Kiedy ochroniarze odciągali ze sceny Howarda, który wciąż hiperwentylował, i szlochającą Eleanor, pochyliłam się do przodu, mówiąc do mikrofonu po raz ostatni, by ich upokorzenie było absolutne.
„A tak przy okazji, Eleanor” – zawołałam za nimi, a mój głos dźwięczał stanowczością. „Ta ogromna posiadłość, w której obecnie mieszkacie? Jest technicznie zarejestrowana jako majątek korporacyjny Washington Shipping. Należy do firmy. Co oznacza, że należy do mnie”.
Eleanor przestała się szamotać, patrząc na mnie z absolutną, miażdżącą rozpaczą.
„Masz dokładnie dwadzieścia cztery godziny, żeby spakować swoje rzeczy osobiste i opuścić mój dom” – oznajmiłem. „Jeśli nie wyjedziesz jutro do północy, każę moim ochroniarzom wyciągnąć twoje drogie walizki i wyrzucić wszystko, co posiadasz, na trawnik przed domem”.
Posłałem jej zimny, pusty uśmiech.
„Jestem pewien, że doskonale wiesz, jak to działa”.
Ciężkie mosiężne drzwi sali balowej zatrzasnęły się za nimi, uciszając ich krzyki i skutecznie wymazując ich z imperium, które próbowali ukraść.
Rozdział 6: Nowa Królowa