Chciałam przemówić. Ale Arjun już się odwrócił. Rzuciłam się naprzód. „Arjun… czekaj… Gdybym wiedział… gdybym wiedział, że jesteś mój…” Odwrócił się. Spokojnie. Ale z dystansem. „Nie jestem tu po twoje przeprosiny. Nie potrzebuję, żebyś mnie odzyskał. Chciałam tylko, żebyś wiedział… moja matka nigdy nie kłamała. Kochała cię. I wybrała milczenie… żebyś mógł swobodnie wybrać miłość”. Zaniemówiłam. „Nie nienawidzę cię. Bo gdybyś mnie nie odrzucił… być może nigdy nie stałabym się tym, kim jestem”. Podał mi kopertę. W środku znajdował się egzemplarz pamiętnika Meery. Drżącym pismem napisała: „Jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, wybacz mi. Bałam się. Bałam się, że kochasz mnie tylko ze względu na dziecko. Ale Arjun jest naszym synem”.
Od chwili, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, chciałam ci powiedzieć. Ale ty się wahałaś. A ja się bałam. Miałam nadzieję, że jeśli naprawdę go kochasz, prawda nie będzie miała znaczenia. Płakałam. Po cichu. Bo zawiodłam jako mąż. Jako ojciec. A teraz… nie miałam już nic. Próbowałam wszystko naprawić, ale nie było to łatwe. W kolejnych tygodniach szukałam Arjuna. Pisałam do niego. Czekałam na niego przed jego galerią. Nie po to, by mi wybaczono, tylko po to, by być. Ale Arjun już mnie nie potrzebował. Pewnego dnia zgodził się ze mną spotkać. Jego głos był łagodniejszy, ale stanowczy. „Nie musisz pokutować. Nie chowam urazy. Ale nie potrzebuję ojca. Bo ten, którego miałam… postanowił mnie nie potrzebować”. Skinęłam głową. Miał rację. Wręczyłam mu konto oszczędnościowe, wszystko, co miałam.