Nagle drzwi się otworzyły.
Wszedł mężczyzna, który miał być „rodziną”.
Nie dochodził z żadnego pokoju.
Wracał z zewnątrz.
Rozejrzał się.
Potem powoli wyjął…
klucz.
To nie był klucz do drzwi.
To nie był klucz do samochodu.
To był klucz do…
mojego sejfu.
Uśmiechnął się do Camille.
„Wytrzymaj jeszcze chwilę… ta chwila się zbliża”.
Zerwałam się na równe nogi.
Poczułam, jak całe moje ciało robi się zimne.
Bo ten sejf…
miał tylko dwa klucze.
Jeden był ze mną.
A drugi…
z moją mamą.
CZĘŚĆ 2