Nie odsunęłam się od ekranu.
To było tak, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro lodowatej wody.
Moje palce drżały, gdy w kółko odtwarzałam sobie tę scenę: ten mężczyzna z kluczem do mojego sejfu… i ten spokojny, pewny siebie uśmiech, jakby wiedział, że nikt nie odważy się go powstrzymać.
Wziąłem głęboki oddech.
Nie mogłem wpaść do pokoju i zrobić awantury.
Nie mogłem krzyczeć.
Nie mogłem działać pod wpływem wściekłości.
Jeśli to, co podejrzewałem, było prawdą…
to nie było zwykłe okrucieństwo.
To był plan.
Siedziałem w milczeniu i zmusiłem się do uspokojenia. Przejrzałem wszystkie nagrania, jedno po drugim, zwłaszcza te, na których widać było ruchy mojej matki.
I wtedy zauważyłem coś, czego nie widziałem za pierwszym razem.
Nie tylko skonfiskowała telefon Camille.
Kilka razy osobiście wręczała klucz temu mężczyźnie.
Pewnej nocy – około drugiej w nocy – wyszła z pokoju, powoli przeszła przez salon i dyskretnie wsunęła mu coś do ręki.
Nie słyszałem ich słów.
Ale gest był wyraźny.
Była współwinna.
Zacisnąłem mocno oczy.
To była moja matka.
Ale kobieta, którą widziałam na ekranie… nie przypominała już tej, która mnie wychowała.
Wstałam powoli, zamknęłam komputer i wyszłam z biura.