W domu panowała cisza.
Słychać było jedynie ciche chrapanie dzieci i odległy szum wentylatora.
Poszłam do naszej sypialni.
Światło wciąż się paliło.
Camille zasnęła na skraju łóżka, tuląc lekki kocyk jak przerażone dziecko.
Usiadłam obok niej i wzięłam ją za rękę.
Była ciepła.
Krucha.
Wyczerpana.
Poruszyła się lekko, a potem zwinęła się w kłębek nawet przez sen.
„P-przepraszam… Nie chciałam…”
Jakby już przyzwyczaiła się do bycia karconą.
Jakby strach stał się jej normalnym sposobem życia.
Zamknęłam oczy, żeby powstrzymać gniew.
„Camille…”
Nie obudziła się, ale jej palce mocniej zacisnęły się na kocu.
I w tym momencie coś się we mnie zmieniło.
Nie byłem już tylko synem.
Byłem mężem.
I tej nocy…
Postanowiłem, że to się skończy.
Następnego ranka zachowywałem się, jakbym nic nie wiedział.
Uśmiechnąłem się.
Mówiłem normalnie.
Usiadłem przy stole.
Obserwowałem wszystkich.
Mężczyzna – Régis – był zbyt swobodny.
Jego żona – Patricia – spędzała czas na wydawaniu poleceń.