Ich przybycie.
Inspekcja
domu.
Rozkazy.
Pogarda.
Codzienne upokorzenie zadawane Camille.
I wreszcie…
kluczowa scena.
W całym salonie zapadła głucha cisza.
Słychać było jedynie krótkie, nerwowe oddechy.
Kiedy nagranie się skończyło, wyłączyłem ekran i odwróciłem się do nich.
„Czy ktoś chce wyjaśnić?”
Nikt nie odpowiedział.
Régis zrobił krok w moją stronę.
„Zupełnie źle pan zrozumiał…”
„Och?”
Wskazałem na jednego z trzech mężczyzn, którzy weszli ze mną.
Wyjął odznakę.
„Wydział Śledczy”.
Patricia zbladła.
„Nie… to niemożliwe…”
„Trzy miesiące” – powiedziałem, nie podnosząc głosu. „Trzy miesiące mieszkania we własnym domu. Wykorzystywania żony”. Żeby przygotować kradzież moich rzeczy.
Régis cofnął się.
„Nic nie ukradliśmy!”
Uśmiechnąłem się zimno.
„Jeszcze nie.”
Podszedłem do Camille.
Stała pod ścianą, drżąc, jakby wciąż nie śmiała uwierzyć, że ktoś w końcu ją obroni.
Wyciągnąłem rękę.
„Chodź tutaj.”