To była jej mama.
— Mamo, wszystko w porządku… wszyscy byli dla mnie tacy mili…
Gdy tylko się rozłączyła…
spuściła głowę.
Przytuliła do piersi stertę mokrych ubrań.
I płakała.
Po cichu.
Ale nawet bez dźwięku… wszystko rozumiałyśmy.
Zacisnęłam pięści tak mocno, że zaczęły mnie boleć palce.
A potem…
to, co nastąpiło potem, mnie wykończyło.
Dzień 25.
Byłam na rozmowie.
Na ekranie pojawiło się moje imię:
MĄŻ
Camille miała właśnie odebrać…
ale…
moja mama wyrwała jej telefon z rąk.
Rozłączyła się.
„Nie odbieraj teraz. Jest zajęty”.