Nazywam się Édouard Laurent.
Trzy miesiące temu wyjechałem z Paryża do Lyonu, gdzie powierzono mi duży projekt systemów bezpieczeństwa dla prywatnej grupy.
W dniu wyjazdu moja żona – Camille Moreau – była w świetnej formie, uśmiechnięta, beztroska, z tym swoim szczególnym sposobem uspokajania mnie samym spojrzeniem.
Ale kiedy wróciłem…
Prawie jej nie poznałem.
Czekała na mnie przed lotniskiem.
Miała na sobie znoszony T-shirt. Kości szyi były wystające.
A jej oczy… jej oczy wyglądały jak u kogoś, kto nie spał porządnie od tygodni.
Uśmiechnęła się do mnie.
„Wreszcie jesteś…”