Drugi kierowca odjechał w ciemność, zanim ktokolwiek zdołał uzyskać dokładny opis. Policja określiła to jako typowe potrącenie i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Przepraszająco poinformowano mnie, że liczba fotoradarów na tym konkretnym, przemysłowym odcinku drogi była ograniczona i skierowana głównie na skrzyżowania, a nie na proste odcinki. Mark, zmagając się z silnym wstrząsem mózgu, nie pamiętał prawie nic poza oślepiającym blaskiem reflektorów w lusterku wstecznym i przerażającym piskiem opon na mokrej nawierzchni.
Nie zidentyfikowano żadnego podejrzanego. Śledztwo praktycznie utknęło w martwym punkcie.
Znów spojrzałem na Evelyn. Starsza kobieta obserwowała mnie uważnie, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie.
„Skąd to wiesz?” zapytałem, lekko podnosząc głos, zanim zmusiłem się do ściszenia go do szeptu. „Evelyn, skąd mogłaś to wiedzieć?”
Przełknęła ślinę i odwróciła twarz w stronę okna, unikając mojego wzroku. „Bo słyszałam, jak jakiś mężczyzna się do tego przyznał”.
W ustach zrobiło mi się zupełnie sucho. „Kto?”
Evelyn zamknęła oczy. „Dwie noce temu” – zaczęła drżącym głosem. „Kiedy poszłaś do domu wziąć prysznic i się przebrać. Było późno. Pielęgniarki zgasiły światło”.
Powoli skinęłam głową, przypominając sobie. Nie było mnie dokładnie dwie godziny.
„Mój wnuk, Tyler, przyszedł mnie odwiedzić” – kontynuowała Evelyn, a imię smakowało jej jak popiół. „To był pierwszy raz w tym tygodniu, kiedy ktoś z mojej rodziny się pojawił. Pachniał tanim piwem i papierosami”.
Zatrzymała się, biorąc urywany oddech. „Został jakieś dziesięć minut. Myślał, że zasnęłam. Wyszedł na korytarz, żeby odebrać telefon. Ale… zasłona wokół mojego łóżka była tylko w połowie zaciągnięta. W pokoju panowała idealna cisza. A Tyler nigdy nie umiał ściszyć głosu”.
Przysunęłam się bliżej, serce waliło mi jak młotem. „Co powiedział?”
„Kłócił się z kimś” – wyszeptała Evelyn, a łzy w końcu spłynęły jej po rzęsach. „Chyba z przyjacielem. Chodził w tę i z powrotem. Powiedział… powiedział, że nigdy nie chciał, żeby „ten facet” zrobił sobie aż taką krzywdę. Powiedział, że pił, że padał oślepiający deszcz i że panikuje.
Potrącił sedana na Route 47. Powiedział, że po prostu jechał dalej.
Route 47. Dokładnie ta autostrada, na której Mark został potrącony.